30 maja 2010

[Uzupełnienie] Coś się dzieje w Krakowie!

22:49 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Parę dni temu pisałem o Krakowskiej Sieci Fantastyki. W dość obszernej notce pominąłem jeden szczegół - KSF ma również swoją stronę na serwisie Facebook, na której również zamieszczamy informacje o nadchodzących spotkaniach klubu i organizowanych LARPach. Jeśli jesteście więc użytkownikami tego serwisu społecznościowego, lub nie chcecie przebijać się przez forum w poszukiwaniu istotnych informacji, zapraszamy do dołączania do grupy na Facebooku (link poniżej).

28 maja 2010

Coś się dzieje w Krakowie!

Był czas, że mój rodzinny Kraków zajmował zaszczytne miejsce na mapie ciekawych miejsc związanych z fantastyką i grami fabularnymi. Odbywał się tu jeden z największych konwentów i kilka mniejszych, które gromadziły sporą liczbę fanów z całego kraju. Przyznam, że załapałem się jedynie na końcówkę tego złotego okresu - ostatnie Krakony i resztkę innych konwentów. Być może dlatego już w czasach "posuchy" interesowałem się różnymi formami integracji miłośników fantastyki. Do niedawna w Krakowie działało prawie niezależnie kilka mniejszych i większych grup, które starały się jakoś działać zbierając ludzi do uczestnictwa w LARPach, wspólnych sesjach, czy grania w gry planszowe. Wśród nich znajdowała się Krakowska Grupa Larpowa, Klub Avatar, LARP Nethershell oraz Victorian Underground.

Z początkiem marca tego roku wspominanie grupy postanowiły połączyć swoje działania pod wspólnym szyldem, który możecie zobaczyć tutaj (link prowadzi do forum internetowego):


Krakowska Sieć Fantastyki (KSF) ma na celu integrację środowiska fanów fantastyki w Krakowie i ułatwienie wymiany informacji na temat wszelkich inicjatyw krakowskich. Pomysł na stworzenie KSFu pojawił się z prostej przyczyny - okazało się, że ponad połowa osób należących do Krakowskiej Grupy Larpowej i Klubu Avatar, to ci sami ludzie. Nie było sensu administrować i utrzymywać dwóch forów, na których i tak trzeba było przeklejać te same informacje. Stąd stworzenie jednego forum miało być początkiem usprawnienia działania tych dwóch krakowskich grup. Powstanie Krakowskiej Sieci Fantastyki nie oznacza zniknięcia pozostałych inicjatyw. KGL czy Avatar nadal działają autonomicznie ale pod jednym szyldem.

Jak już wspominałem obecnie na KSF składają się cztery krakowskie inicjatywy. Poniżej ich krótkie przedstawienie.

Krakowska Grupa Larpowa

KGL (zwana przez jego członków również "Larpownią") działa już prawie trzy lata i przez ten czas zorganizowała w Krakowie kilkadziesiąt różnych LARPów i gier terenowych. Pozostając przez cały czas pod czujnym okiem Samalaia - pomysłodawcy całej inicjatywy - prężnie się rozwija i praktycznie co miesiąc dostarcza kolejnej pożywki dla spragnionych larpowych doznań. Nie skłamię jeśli powiem, że przez KGL przewinęło się ponad sto różnych osób, a każdy LARP zbiera ok. dwudziestu uczestników. KGL jest otwarta dla wszystkich chętnych - wystarczy zapisać się na forum w temacie zapowiadanego LARPa. Czasem od uczestników pobierane są niewielkie składki (rzędu 5zł) przeznaczane na rekwizyty, wynajem sali itp.

Tutaj możecie obejrzeć galerię zdjęć Krakowskiej Grupy Larpowej.

Na moim blogu możecie też znaleźć kilka relacji z larpów organizowanych przez KGL.

Klub miłośników fantastyki i gier "Avatar"

Klub Avatar sięga swoją historią dalej niż pewien film SF o podobnym tytule, gdyż działalność klubu w obecnej formie datujemy od stycznia 2009. Obecnie jest chyba jedynym miejscem w Krakowie, w którym odbywają się regularne spotkania liczące nawet dwadzieścia-kilka osób. Sesje RPG, gry planszowe, karciane, bitewne prelekcje i prezentacje (ostatnio Ertai przedstawiał system Scion, a Lucek prowadził warsztaty mechaniki Wolsunga) to tylko niektóre z propozycji klubu.

Siedziba Avatara znajduje się w osiedlowym Klubie Jędruś na os. Centrum A 6a w Krakowie. Spotkania odbywają się zazwyczaj co tydzień w sobotę od 13:00-21:00, jednak należy zawsze sprawdzać zapowiedzi na forum KSF. Z uwagi na działalność naszego gospodarza i inne wydarzenia czasem spotkania są odwoływane, lub przekładane na niedziele. Dlatego lepiej sprawdzić zapowiedź niż przyjechać na marne. Jeśli chcesz spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach pograć w planszówki, lub RPG wpadnij śmiało - nie zawiedziesz się!

Poniżej mała galeria zdjęć z ostatniego spotkania.

Pierwsi klubowicze zasiadają do gry.

Klubowa kuchnia - w sam raz na chwilkę wytchnienia od chodzenia po podziemiach i zabijania smoków.

Kilka przykładowych gier z klubowej szafy

Przygotowania do sesji Wolsunga

Luckowe warsztaty mechaniczne - zasłuchani uczestnicy dowiadują się co to konfrontacja

Sesja w toku!

LARP Nethershell


Pod tą nazwą kryje się LARP terenowy organizowany od 2002 roku. Gra umiejscowiona jest w świecie Warhammera, a od początku jej istnienia zorganizowanych zostało 5 dużych i kilka mniejszych imprez, z czego największa zebrała ponad 100 uczestników. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 27-29 sierpnia 2010, w miejscowości Kalina Lisiniec, Gmina Miechów (k. Krakowa).

Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie Nethershella.

Warto zaznaczyć, że hosting forum Krakowskiej Sieci Fantastyki możliwy jest dzięki uprzejmości organizatorów tego LARPa.

Victorian Underground


VU to inicjatywa, której założycielkami są Carrie i Arcmage, dlatego pozwolę sobie oddać im na chwilę głos:
LARPy, prelekcje, biżuteria... zajmujemy się tymi i wieloma innymi rzeczami. Z zamiłowania odtwarzamy epokę wiktoriańską, przybliżając innym jej realia. Wyżywamy się artystycznie na bogom ducha winnych kawałkach metalu i minerałów. Sprawdzamy puls rynku książek z półki ze "spekulatywną fikcją". Gramy w Maga: Wstąpienie. Prowadzimy LARPy w Unhallowed Metropolis.
Słowem gratka dla wszystkich miłośników klimatów okołosteampunkowych. Oglądnijcie również galerię zdjęć z minionych LARPów Victorian Undergoround.



Słowem dzieje się naprawdę sporo! Cztery inicjatywy złączone pod jednym szyldem sprawiają, że jest w czym przebierać i mam nadzieję, że to dopiero początek. Może era konwentów w Krakowie przeminęła ale środowisko fanów dalej jest i nie zamierza siedzieć cicho. Aż sam jestem ciekaw co z tego wyniknie.

PS: W ramach promocji KSFu mój blog zyskuje nieco poprawione logo :)
EDIT: KSF ma także swoją stronę na Facebooku - klikajcie w ten link.

24 maja 2010

Ganie czytanie #4

09:21 Posted by Grzegorz A. Nowak No comments
Już dawno nie było ani słowo o tym co czytam. Rzeczywiście czytanie dla przyjemności ostatnio nieco ucierpiało na rzecz czytania z przymusu, a jak na początku wspominałem, w tym cyklu nie będę pisał o książkach naukowych, nie ważne jak byłby interesujące. Tak więc po kilku miesiącach intensywnych prac mogę usiąść nad wrażeniami z lektury przyjemnej. Oto partia kolejnych trzech książek, które przeczytałem już jakiś czas temu a dopiero teraz mam możliwość podzielenia się wrażeniami na ich temat.


A. Sapkowski - Żmija

Książka wpadła mi w ręce zupełnie przypadkiem i wcześniej nie byłem nią zainteresowany, ale skoro nadarzyła się okazja to czemu nie spróbować. Sapkowski zrobił zupełny odskok od tego co znamy do tej pory - przenosi czytelnika do Afganistanu, ziemi od wieku spływającej krwią przelewaną w dziesiątkach toczonych wojen. Główne wydarzenia mają miejsce w czasie interwencji radzieckiej w tym kraju, jednak akcja przenosi się również do innych czasów (starożytność, XIX wiek). Sapkowski odmalowuje okrutny obraz wojny, szybkiego i brutalnego żywiołu, z którym żołnierze walczą o przetrwanie. Sprawność pióra Sapkowskiego nie straciła nic ze swojego charakteru - szybkie dialogi i wartkie opisy sprawiają, że książka nie nudzi i czyta się ją w mig (pomijając to, że jest ona niezwykle krótka), choć ciągłe używanie żołnierskiego żargonu i potrzeba konsultowania się ze słowniczkiem na końcu książki nieco utrudnia odbiór. Niestety mnie książka nie porwała - brak jej czegoś więcej, bo gdy wydaje się, że opowieść dopiero się rozpoczyna przewracamy ostatnią stronę. Owszem - czyta się ją dobrze i nawet czasem autor potrafił mnie rozśmieszyć jednak książce zdecydowanie sporo brakuje do bycia czymś więcej niż ciekawostką. Moim zdaniem mało udany eksperyment.

A. Pilipiuk - Księżniczka A. Pilipiuk - Dziedziczki

Kolejne dwa tomy o przygodach kuzynek Kruszewskich nie odstają poziomem od części pierwszej. Piszę o nich na raz, ponieważ w moim odczuciu są one bardzo blisko ze sobą związane, a poza tym utkwiły mi w głowie właśnie jako całość i najlepiej czytać je jedna po drugiej. Kuzynki i ich przyjaciółka wampirzyca dalej odkrywają tajemnice mistycznego Krakowa i walczą z różnymi przeciwnościami losu, tajnymi stowarzyszeniami, łowcami wampirów i plejadą innych fantastycznych stworzeń. Kolejne dwa tomu trylogii o kuzynkach to lekkie czytadło, które jednak wypada znacznie lepiej niż ostatni tom przygód Jakuba Wędrowycza (o którym pisałem poprzednim razem - czyżby stary Pilipiuk lepszy?). Do tego umiejscowienie akcji w Krakowie mnie osobiście pozwala dodać jeszcze kilka punktów tym książkom, bo to niezwykle ciekawe odkrywać w książce znane sobie miejsca. Polecam, oczywiście wraz z pierwszą częścią.

19 maja 2010

Krótka historia pewnej społecznościówki

21:12 Posted by Grzegorz A. Nowak , 2 comments
Już ta wieść dawno do wszystkich dotarła - serwis Ning.com, popularny kreator społecznościówek, wprowadza obowiązkowe opłaty. Pisał o tym Khaki na swoim blogu, jednocześnie przepraszając wszystkich tych, którzy skusili się Ninga i spróbowali go wykorzystać jako alternatywa dla forum dla grupy rpgowej. No cóż... Ja się skusiłem i teraz przychodzi mi pożegnać się ze swoim tworem, dlatego też postanowiłem w kilku słowach uwiecznić naszą małą społecznościówkę. Przy czym nie mam za złe Khakiemu, że polecał akurat Ninga - któż mógł przewidzieć, że akurat tak się stanie?

Nie ukrywam, że o możliwości stworzenia serwisu dla moich znajomych RPGraczy myślałem już dawno, jednak impulsem do podjęcia zdecydowanego kroku, była rozmowa z Pluszakiem, jednym z moich znajomych. Chodziło o to, że czasem ciężko jest się umówić na sesje - najpierw zagaduje się do kogoś na gg, potem dzwoni się do innego, potem znów trzeba potwierdzać godzinę, komuś coś nie pasuje, plany się zmieniają, znów trzeba do wszystkich dzwonić itd. Padła propozycja stworzenia zamkniętego forum, ale wtedy przypomniały mi się wpisy blogowe Khakiego i Borejki więc po krótkiej dyskusji wybór padł na Ninga. Dzięki temu powstał The Gamers, nasz prywatny serwis RPGowy (nazwa na cześć znanego filmu o rpgowcach).


The Gamers służył nam przede wszystkim do zmawiania się na sesje. W prosty sposób można było powiadamiać znajomych o planowanych grach i na bieżąco aktualizować swoje plany związanie z sesjami. Było to o tyle użyteczne, że w naszej grupie jest dużo przechodnich Mistrzów Gry, którzy raz sami prowadzą, a czasem grają u innych. Zdarza się przecież, że jedna osoba gra w różne kampanie i znając jej harmonogram łatwo można zaplanować sesje z jej udziałem.

Ciekawym rozwiązaniem były grupy, które w naszej społecznościówce były po prostu wyznacznikiem cyklicznych sesji i kampanii. Każda grupa to kampania u jednego Mistrza Gry. Był więc mój cykl sesji do Monastyru (Ostatnia Wspólna Jesień opisywana na blogu), była pluszakowa kampania do L5K (również na blogu), czy wreszcie planowana kontynuacja Trylogii Tatrzańskiej autorstwa Procenta (Zew Cthulhu w polskich górach - relacja tutaj) a także kampania w Księżyce Magii, system autorski Samalaia (jakby ktoś byłby zainteresowany, forum jest dostępne). Było wiadomo kto gra u kogo. Dodatkowo w grupie można było publikować materiały do sesji - listę najważniejszych NPCów, pomoce dla graczy, mapy itp.

Blogów używaliśmy jako prywatnego zbioru kart postaci. Każdy z grających zamieszczał tam informacje o swoich bohaterach - rysunek, historię, statystyki. Dzięki temu Mistrz Gry miał zawsze dostęp do kart i w razie czego mógł się do nich odwołać w czasie przygotowania przygody. Z kolei gracze mogli przypomnieć sobie jakimi bohaterami grają pozostali członkowie drużyny (przecież na sesja zdarza się, że graczom ciężko jest zapamiętać nawet imiona!), a gdy ktoś zapomni na sesji karty wystarczy wejść na stronkę i pobrać plik.

Trochę żal, że tak to się kończy, bo jednak włożyliśmy w ten mały serwis trochę pracy i cieszyliśmy się nim jak dzieci. Sprawdził się jako pomoc do gry i z pewnością korzystalibyśmy z niego nadal, gdyby nie polityka biznesowa Ning.com. Serwis nie jest tak rewelacyjny żebym miał za niego płacić - z wad wystarczy wymienić niedziałające formatowanie blogów, mała możliwość konfiguracji witryny, mała ilość szablonów. Dlatego też Ningowi mówimy papa i szukamy jakiejś alternatywy (ktoś może testował już jakieś inne serwisy?).

Dla ciekawych udostępniłem publicznie The Gamers - można go przeglądać póki jeszcze nie został skasowany.

PS: Grafika z logo Ning.com pochodzi z blogu Khakiego.

18 maja 2010

Ostatnia Wspólna Jesień #5

14:36 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Data: 24 kwietnia 2010

System: Monastyr

MG: Ja

Gracze: Badguy (Thorgar Beznosy), Procent (hrabia Klaudiusz Frollo), Pluszak (hrabia Drago Dragović).

Scenariusz: Ostatnia Wspólna Jesień (możliwe spoilery)

Wreszcie! Po prawie pół roku od rozpoczęcia udało nam się zakończyć pierwszą z oficjalnych przygód do Monastyru. Nie bez różnych przygód po drodze, po pieciu sesja nareszcie dotarliśmy do finału. Czas najwyższy na oczekiwaną przez graczy relację i podsumowanie tych kilkunastu godzin spędzonych w świecie Monastyru.

Tradycyjnie jednak przypomnijmy główne postaci tej przygody:

  • pułkownik Thorgar Beznosy, gordyjski oficer, potężny duchem i ciałem najemnik, wraz z nieliczną grupką swoich pobratymców służy mieczem za garść (niemałą) kordinów;
  • hrabia Klaudiusz Frollo, ligijski dandys, elegant i koneser kobiecych wdzięków, z trudem znoszący kathardzki klimat i swojego sługę Owena, wytrawny szermierz nie mający sobie równych w szpadzie;
  • hrabia Drago Dragović, agaryjski inkwizytor, wykuty w ogniu wiary w Jedynego i zahartowany w krwi przelewanej na wojnie z Valdorem, duchowy przewodnik drużyny, stojący przed dylematem rodzinnym.

Fabuła

Ostatnia przygoda zakończyła się niemal cliffhangerem, gdy Bohaterowie wspólnymi siłami, starali się odegnać krążące nad ich kryjówką deviria. Dzięki sile wiary inkwizytora i wspólnej modlitwie demoniczne ptaki ugięły się pod niezłomną wolą karian i oddaliły się. Bohaterowie mogli opuścić skalne kryjówki i znów ruszyć przez kolczasty las Thar w stronę Azuron, stolicy Kathardu.

Po powrocie nasi bohaterowie przypomnieli sobie o umówionym spotkaniu z Anną de Cottera, na które ledwo udało się zdążyć. Anna znajdowała się w kaplicy i mimo późnej pory postanowiła przyjąć przybyłych. Za pomocą tajnego przejścia wykutego w skale wszyscy dostali się do niewielkiej biblioteczki, gdzie Anna spędzała większość swojego czasu. W czasie rozmowy córka barona wyjaśniła BG swoje obawy co do osoby własnego ojca. Anna twierdziła, że baron nie zachowuje się do końca normalnie, a przyczyny upatruje w jego orężu, który wydaje się być przeklęty. W ten sposób Bohaterowie usłyszeli od córki barona dokładnie te same zarzuty, jakimi wcześniej tego samego dnia raczył ich Daar Kaza, przywódca buntowników. W czasie rozmowy dało się też zauważyć jak Anna lgnie do hrabiego Dragovicia, jak gdyby jej gest świadczyły o skrywanych głęboko uczuciach. Dalsza rozmowa została jednak przerwana przez przybycie pana de Duerto, kordyjskiego lekarza. Panowie opuścili więc bibliotekę tą samą drogą, którą weszli, jednak hrabia Frollo postanowił nie dawać łatwo za wygraną i podsłuchać rozmowę pani Anny i lekarza. Gdy wreszcie rozmowy ucichły chciał raz jeszcze rozmówić się z Anną pokój był pusty a drzwi na zewnątrz zamknięte.

Tego samego wieczoru miało miejsce jeszcze jedno spotkanie - do gospody "Pod Różanym Krzewem" zawitali przedstawiciele inkwizycji, którzy zapraszali na spotkanie w siedzibie Urzędu. Udał się tam pułkownik Thorgar, do którego później dołączył hrabia Drago. W tym czasie hrabia Frollo nadal chciał na własną rękę wkraść się do pałacu, żeby rozmówić się z niedostępnym baronem (próby nawiązania z nim rozmowy w sposób oficjalny zawiodły). Hrabia przekradł się do tajnego przejścia, widać odnajdując w sobie wspomnienie młodzieńczych eskapad, jednak jego zuchwały plan został odkryty - podniesiono alarm w pałacu. Frollemu udało się spotkać z Anną, która uprosiła go żeby zaniechał swoich zamiarów. Zuchwały wyczyn zakończył się fiaskiem.

Na spotkaniu z Inkwizycją bohaterowie przekazali wyniki dotychczasowych poszukiwań, a także zapoznali się z propozycją Urzędu. Oficjum pragnęło wynająć bohaterów do znalezienia dowodów przeciwko czarnoksiężnikowi, który osiedlił się na północy Kathardu. Hrabia de Camarra, bo tak nazywał się mag, uciekł z Kordu, bu móc na odludziu praktykować swoją mroczną sztukę i do tej pory Inkwizycji nie udało się zdobyć skazujących dowodów. Jednak osoby nie związane z Inkwizycją mogłyby zostać przyjęte przez barona i spróbować znaleźć w jego siedzibie dowodów na paranie się magią. Jednak wobec tego co przekazali Bohaterowie inkwizytorom (szczegóły na temat barona de Cottera), nie nalegano na wyjazd do siedziby czarnoksiężnika. Panowie nie wiedzieli co mają począć, więc oddali decyzję w ręce losu - rzut monetą zdecydował, że udadzą się na północ do siedziby rzekomego czarnoksiężnika.

Po przygotowaniach Bohaterowie opuścili stolicę późnym popołudniem tak, aby do włości barona dotrzeć przed zmrokiem i dać mu możliwość ugoszczenia przybyszów w swojej siedzibie. Podróż przez skalisty płaskowyż przerwała jednak nadchodząca burza piaskowa, która zmusiła Bohaterów do szukania schronienia. Gdy udało się znaleźć odpowiednie miejsce na schronienie przed potężną wichurą nagle okazało, się że zjawisko pogodowe nie jest do końca naturalne. Pośród tumanów piasku u kamieni kroczył pustynny golem, deviria, ktorego Bohaterowie mieli już okazję spotkać. Po raz kolejny wiara w Jedynego pomogła przeciwstawić się demonowi.

Krótko po pokonaniu golema pojawił się kapitan Gustaw de Roberto, dowódca straży zamkowej barona de Camarra. Baron dostrzegł Bohaterów ze swojej wieży i kazał wysłać po nich swoich zbrojnych. Pod eskortą szlachetna kompania dotarła do typowego dla tych okolic, wykutego w skale zamku. Tu zostali od razu gorąco podjęci przez właściciela - wyszedł im na spotkanie na dziedzińcu witając się radośnie z przybyłymi. Baron okazał się być sympatycznym człowiekiem i duszą towarzystwa, który od razu zabrał Bohaterów do kuchni, gdzie zaczął ich sam obsługiwać. Bohaterowie, łącznie z inkwizytorem Dragoviciem, poddali się urokowi osobistemu właściciela zamku i spędzili z nim cały wieczór na posilani się, grze w karty i picu dobrego wina.

Hrabia Frollo, hrabia Dragović i pułkownik Thorgar obudzili się następnego dnia z potwornym bólem głowy, widomą oznaką, że biesiada była huczna. Baron zostawił trojkę spitych szlachciców w kuchni więc ci postanowili poszukać czegoś do zwalczenia suchoty gardła i posilenia się. Radosna i leniwa atmosfera rozprysła się jak bańka mydlana i została zastąpiona grozą, gdy hrabia Frollo zaglądnął do kotła, z którego poprzedniego dnia częstował Bohaterów baron. We wnętrzu znajdowała się ugotowana ludzka głowa.

Bohaterów ogarnęło przerażenie, zrozumieli że wpadli w sidła czarnoksiężnika, że pozwolili sobie na spuszczenie gardy, co wykorzystał przeciwko nim baron. Nie wiedzieli jednak, że znaleźli się w sennym majaku, odurzeni winem podanym przez barona. Widzieli więc śmierć swoich przybocznych, błądzili po pustych pomieszczeniach zamku, spotkali istoty z koszmarów i walczyli ze zbrojnymi barona. Wszystko to dopóki nie nastąpiło przebudzenie poprzedzona kilkoma fałszywymi. Już na jawie okazało się, że zamek został opuszczony przez barona i jego świtę. Zrezygnowani Bohaterowie postanowili powrócić do miasta.

Po powrocie okazało się, że nie było ich przez osiem dni! Przez ten czas wydarzyło się naprawdę wiele - runęła kolejna część dzwonnicy i budowa nie ma szans zakończyć się na czas, Anna de Cottera po ciężkiej walce chorobą zmarła, a jej pogrzeb właśnie się odbywa. Bohaterowie otrzymali dwa listy od zmarłej, napisane na krótko przed śmiercią. Pierwszy zaadresowany był do wszystkich i zawierał błagalną prośbę o ocalenia duszy barona de Cottera. Drugi był przeznaczony dla hrabiego Dragovicia - smutne wyznanie miłości i podziękowanie za nadanie blasku ostatnim dniom życia Anny. Na tym nie koniec niepokojących wieści - armia powstańców gromadziła się pod miastem, a Bohaterowie odkryli na swoich ciałach dziwne znamiona - pamiątki po wizycie u czarnoksiężnika.

Bohaterowie postanowili po raz ostatni porozmawiać z baronem de Cottera. Tym razem udało im się - Robert był spokojny, przygotowywał plany bitwy, która miała odbyć się nazajutrz, nie miał na sobie zbroi. Pancerz stał w rogu sali, jakby złowrogo czuwając u boku swojego pana. To była jedyna szansa na przekonanie barona. Inicjatywę przejął nieoczekiwanie pułkownik Thorgar. Odwołał się do dumy i honoru, poprosił o to by nie ubierać zbroi do jutrzejszego starcia, pokazał pełne żalu listy zmarłej córki. Serce barona zmiękło, wszak córka była dla niego najważniejsza.

Epilogiem całej opowieści była bitwa - pokaz sprawności kordyjskiej machiny wojennej. Wśród walczących był Thorgar wraz ze swoim oddziałem, hrabia Dragović przy boku barona, oraz hrabia Frollo z wynajętym za całe oszczędności oddziałem zbrojnych pod ligijskim sztandarem. Bitwa nie mogła skończyć się inaczej jak zwycięstwem kordyjskich żołnierzy. Nie pomogły deviria ani magia na usługach pogan. Muszkiet i wyszkolenie znów zdały egzamin. Baron poniósł jednak śmierć gdy opętańczo rzucił się na pozycje Daar Kazy. Jednak na twarzy zmarłego malował się spokój - widomy znak, że jego dusza odeszła w spokoju.

Podsumowanie

To był godny finał całej dłuuugiej przygody (która nawet nazywana była przez nas "kampanią"). Choć pod koniec znów czas nas gonił udało się rozwiązać wszystkie wątki i zakończyć scenariusz w należyty sposób. Pod tym względem jestem zadowolony z sesji.

Niestety ta część nie uniknęła nieco nachalnej liniowości, choć było znacznie lepiej niż ostatnim razem. Postanowiłem prowadzić OWJ, po długiej przerwie grania w Monastyr, żeby nieco ułatwić wszystkim wejście w świat Monastyru ale zapomniałem odpowiednio zmodyfikować gotowego materiału tak, by lepiej mogli odnaleźć się w nim gracze wraz ze swoimi postaciami. Przez to kolejna przygoda jaką rozegramy nie będzie jedną z oficjalnych, choć jest tam jeszcze sporo świetnego materiału. Odrobiłem lekcję z twórczego podejścia do gotowych scenariuszy i teraz kiedy znów przyjdzie mi prowadzić coś "gotowego" z pewnością inaczej podejdę do przygotowania scenariusza.

Mimo to w czasie tej sesji były prznajmniej dwie sceny, które na długo zapadną mi w pamięć. Nieoczekiwanie dobrze wypadła wizyta u czarnoksiężnika - w czasie sesji myślałem nawet czy by nie wyrzucić jej ze scenariusza i przyśpieszyć nieco akcję, ale uznałem że należy to uzależnić od decyzji graczy. Chcieli zbadać sprawę czarnoksiężnika, więc otrzymali taką możliwość. Najlepsze jest to, że sami gracze dali się złapać w pułapkę - gdy odgrywaliśmy scenę "biesiady" w kuchni naprawdę dało się odczuć ten radosny, beztroski nastrój. Odgrywanie barona wyszło mi przekonywająco i to na tyle, że gracze byli autentycznie zszokowalni, gdy z garnka wytoczyła się ludzka głowa i cała atmosfera znikła jak ręką odjął. Jestem dumny z tej sceny, szczególnie że wyszła ona przy obopólnej pracy MG i graczy.

Druga scena, która zapadła mi w pamięć to kulminacyjny moment całego scenariusza - rozmowa z baronem i próba przekonania go do zostawienia przeklętej zbroi. W tej scenie szczególnie wykazał się Badguy przejmując inicjatywę w tak ważnym momencie i próbując uratować duszę barona. Nie było tu miejsca na żadne rzuty kością. To argumenty graczy miały zadecydować o tym jaki będzie wynik przygody. Przemowa poskutkowała.

Jeśli chodzi o pozostałych graczy Procent jako hrabia Frollo dał się ponieść nieco awanturniczej naturze swojej postaci, stąd zakradanie się do pałacu, a później pełne fantazji wystawienie własnej chorągwi składającej się z niewiele wartych ochotników za marne pieniądze (w tym Arkana, właściciela gospody). Takie zagrania dokładały kolorystki całej drużynie i nieco humoru na sesji. Postać Pluszaka mogła się wykazać w sytuacjach spotkania z deviria i rzeczywiście gdyby nie silna wiara hrabiego Dragovicia z niektórych sytuacji ciężko byłoby wyjść. Słusznie jednak zarzucał Pluszak niewielki wpływ graczy na akcję. Starałem się dać jak najwięcej możliwości i było chyba lepiej niż ostatnio ale do ideału w tym względzie jeszcze brakowało.

Tak więc przyjdzie nam porzucić teraz pustynny Kathard, bo gracze domagają się kolejnych opowieści z udziałem szlachetnych mężów. Przeniesiemy się jednak teraz zupełnie gdzie indziej, bo piasków pustyni hrabiowie i pułkownik mają już dość. Wieść niesie, że będzie można ich spotkać gdzieś na dalekim zachodzie, na drugim krańcu Dominium. Kto wie, kto wie...

12 maja 2010

Puszka Pandory #2 - Spotkanie na drodze

00:00 Posted by Grzegorz A. Nowak , 1 comment
Nieco wolniej od Karnawału kręci się Puszka Pandory. Druga edycja tej blogowej inicjatywy nastawionej na pisanie mięsistych materiałów, gotowych do wykorzystania na sesji trwa nadal (a przynajmniej mam taką nadzieję). Choć blog opiekuna obecnej edycji gdzieś przepadł ja jak zwykle staram się nie przepuszczać okazji na napisanie czegoś w temacie na swoim blogu.

Tak jak ostatnio przygotowałem drobny materiał do Monastyru. Poniżej znajdziecie link do PDF z tabelą spotkań do wykorzystania na sesji. Ciekawi mnie, czy takie narzędzie przyda się wam na sesjach Monastyru.

Miłej zabawy i ekscytujących podróży po Dominium!

Pobierz Na drogach Dominium - Puszka Pandory vol.2

UWAGA!!!

Wrzuciłem poprawiony plik. Poprzednie wersja miała błąd w tabeli (wynik "13" występował dwa razy - podwójny pech!). Jeśli ściągaliście plik to polecam pobrać go raz jeszcze. Link został również zmieniony.