Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gasnące Słońca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gasnące Słońca. Pokaż wszystkie posty

08 listopada 2010

O oczekiwaniach w RPG

21:03 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
O tym, że z graczami Mistrz Gry powinien rozmawiać napisano już wiele. Najwięcej frajdy z gry mamy wtedy, gdy nasze oczekiwania zostaną spełnione – wojownik będzie mógł powalczyć, dandys zabłysnąć w towarzystwie, a netrunner włamać się do korporacyjnej sieci. Dziś chyba nie trzeba nikomu o tym przypominać, jednak ostatnio rozbawiły mnie wspomnienia dwóch sesji, w których Mistrzowie o tych pryncypiach zapomnieli. Postanowiłem je przytoczyć. Tak ku przestrodze.

26 grudnia 2007

Gambit Władymira - relacja

15:18 Posted by Grzegorz A. Nowak , , 1 comment
Data: 16 grudnia 2007

Miejsce: klub Stara Piekarnia

Mijają dni, mijają święta - wreszcie trochę wolnego czasu na uporządkowanie rożnych rzeczy (i nie tylko tego co sie wala na biurku). Czas więc na zaległą już relacje z ostatniego LARPu spod szyldu Larpowni. Mowa tu rzecz jasna o Gambicie Władymira - grze w realiach Gasnących Słońc z czasów po śmierci cesarza Władymira I. Słowem moje kochane GSy w settingu historycznym.

21 listopada 2007

Gasnące Słońca... na dzikim zachodzie?

15:00 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Data: 27/28 października 2007

Miejsce: konwent Imladris XI

Gdy jestem na konwencie w towarzystwie Samalaia nie sposób żeby ominął mnie jakiś wieczorny LARP. Tak było i tym razem - gdzieś na którymś korytarzu, zupełnie w biegu, Samalai przekazał mi że wpisał mnie i Gluta na LARPa Gasnących Słońc. Oczywiście nie protestowałem bo raz, żę było to bezcelowe, a dwa że GSy to jeden z moich ulubionych systemów - więc czemu nie spróbować zagrać!.

LARP organizowany był przez znaną Grupę Feniksa - ich GSowe gry są stałym punktem imladrisowego programu. Pomimo tego, że konwent był w klimacie westernowym (patrz wcześniejsza notka) to autorzy nie starali się specjalnie dopasowywać do tej myśli przewodniej. No i dobrze, bo gdyby chcieli zrobić z tego western to musieli zorganizować raczej LARPa Firefly :D Dlatego fabuła gry była od początku do końca pisana z myślą o GSach i rozgrywaniu właśnie w ich specyficznym klimacie.

Sytuacja miała miejsce na pokładzie statku kosmicznego, żeglującego przez przestrzeń w stronę Stosu. W czasie rejsu miała się odbyć licytacja niezwykle cennego przedmiotu - gargulca annunaki. Z tego powodu na pokładzie znalazła się cała masa róznych ciekawych osobistości od szlachciców królewskich rodów, przez przedstawicieli różnych sekt Kościoła, aż po członków Ligi. Słowem standard GSowy. Oczywiście każdy na pokładzie miał swoje cele i miał zamiar wykorzystać innych na własną korzyść. Zapowiadał się burzliwy rejs!

Dostałem postać Cedrica Camethona - szlachcica z pomniejszego rodu. Cedric z uwagi na niska pozycje swoją i swojego rodu zaczął się parać się hmm... zawodem kolekcjonera. To znaczy kolekcjonował różne przedmioty, które nieuważni właściciele zostawiali bez należytej opieki. Prostacy nazwaliby to złodziejstwem, ale dla Cedrica była to sztuka! Do pomocy kawaler Camethon miał swojego ochroniarza i kochanka w jednym (tak tak! po raz kolejny dostałem postać z wątkiem miłosnym, ale po raz pierwszy homoseksualistę!). Wspólnymi siłami trzeba było wykonać zadanie - ukraść jak najwięcej.

Zadanie wydawałoby się proste - polegało na zdobyciu kart kredytowych od uczestników licytacji, a następnie za pomocą sprytnego urządzonka przelaniu części pieniędzy na nasze konto. Niestety nie było to takie proste - albo jestem za słabym złodziejem, albo jestem słaby w przekonywaniu ludzi, ale cóż się dziwić - nikt nie chciał się rozstać ze swoją kartą kredytową choćby na chwile. Nie dało się jej ukraść w "klasyczny" sposób (rekwizyty były zwykłymi kartkami papieru). Dlatego wraz z moim kochankiem (granym przez Ibaia) wpadliśmy na inny pomysł zdobycia pieniędzy. Dowiedzieliśmy się, że jeden z pasażerów szuka kogoś kto zabije ochroniarza markizy rodu Decadosów (którego grał Samalai :P). Postanowiliśmy to wykorzystać, jako, że potrzebne nam były pieniądze, a poznaliśmy Decadosów całkiem nieźle w czasie rejsu. Uknuliśmy więc następującą intrygę - wynajęliśmy się jako zabójcy za sporą sumę (bodajże 5000 feniksów, ale zażądaliśmy połowy pieniędzy odrazu), po czym udaliśmy się do Decadosów żeby powiedzieć im kto nastaje na ich życie chcąc za tą informację protekcji ich możnego rodu. W ten sposób mieliśmy dostać pieniądze i protekcję, a zleceniodawca zabójstwa miał zginać z rąk Decadosów. Piękny plan prawda?

I w sumie udał się tylko okazało się, że pieniądze które zostały przelane nasze konto nie istniały... Zleceniodawca został wykiwany. Ale przynajmniej nie uszedł z życiem (więc nie musieliśmy się przejmować jego ewentualną zemstą), a Decadosi z pewnością okazałby nam swoją wdzięczność. Można powiedzieć ze chociaż nie udało nam się wykonać swoich zadań, to okrężną drogą zdołaliśmy osiągnąc całkiem sporo. Szkoda że z tą kasą nie wyszło :P

LARP bardzo dobry - przemyślane postacie i wiele ciekawych wątków. Było też jak zwykle kilka ciekawych i śmiesznych momentów, ale też sporo głównych wydarzeń umknęło mi, ponieważ moja rola nie była z nimi bezpośrednio związana. Wielkie podziękowania dla Grupy Feniksa (mam nadzieję że dobrze pamiętam nazwę) i dla wszystkich współgraczy!

PS: Swoją droga kilka dni po konwencie spotkaliśmy organizatorów LARPa w knajpie o nazwie Herrmans (mam nadzieję że dobrze pamiętam nazwę :P). To było o tylw ciekawe, że my mieliśmy tam spotkanie Zarządu KGL, a oni przyszli grac sesje GSów. W jednej chwili knajpa zatłoczyła się fandomem. Chyba będę tam wpadał częściej.

25 sierpnia 2007

A słońca zgasną...

11:07 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Data: 19 VIII 2007

System: Gasnące Słońca

MG: Ja

Gracze: Samalai, Pluszak i Glut

Postacie: kapitan, Gabriel Joshua Timbrook (amalteanin), (inżynier pokładowy)

Scenariusz: Zwyczajny rejs (nazwę dopiero teraz wymyśliłem)

Streszczenie: Zwyczajny rejs to moja pierwsza przygoda do GSów w całości wymyślona przez moją skromną osobę. Bohaterowie spotykają się na statku wyruszającym z planety Aylon do Ishtakr. Drużyna składa się z pasażerów (wśród nich Pluszka-amalteanin) i członków załogi statku (Samalai-kapitan i Glut-inżynier). W trakcie przygody muszą stawiać czoła niebezpieczeństwom, które wynikną w czasie, zdawałoby się spokojnego rejsu. Można powiedzieć że to klasyczna opowieść w klimatach science-fiction - wszystkie wydarzenia dzieją się na ograniczonej przestrzeni statku kosmicznego, zresztą całkiem sporej fregaty dostosowanej do przewozu towarów i pasażerów. Gracze muszą sobie poradzić z niebezpieczeństwami podróży, inaczej dotarcie do miejsca przeznaczenia stanie pod znakiem zapytania.

Przebieg: Przygoda rozpoczyna się sceną wyruszenia promu z powierzchni planety Aylon na pokład statku, którym ma się odbyć podróż. Pierwsza część podróży, aż do skoku przez gwiezdne wrota, przebiega spokojnie. Pasażerowie i załoga, którzy spędzą ze sobą prawie dwa tygodnie starają się poznać ze sobą i jakoś umilić z założenia nudny lot. Parokrotnie daje o sobie znać kilka niedziałających podzespołów statku co doprowadza do gorących wymian poglądów miedzy kapitanem a inżynierem pokładowym. Prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero po przejściu przez wrota i pojawieniu się w systemie Ishtakr. Z nieznanych przyczyn ekrany ochronne nie przechwyciły jednego z krążących w przestrzeni meteorytów, który uderzył w statek. Uszkodzenia są niewielkie, a poszkodowani zaledwie lekko ranni, to ktoś wykorzystał zamieszanie spowodowane uderzeniem i sabotował silnik statku. Załoga pozostała bez możliwości manewrowania i statek zaczął zbaczać z kursu. Reszta przygody skupiła się na gorączkowym poszukiwaniu winnego całego zajścia, szczególnie, że na pokładzie zaczęło dochodzić do tajemniczych morderstw, a w ładowni został odkryty dziwny ładunek, który również może zagrozić pasażerom. W efekcie starań graczom udaje się pokonać przeciwności losu i znaleźć sabotażystę na statku. Jednak to nie koniec ich problemów. Okazuje się, że za wszystkimi wydarzeniami stoi ktoś o wiele potężniejszy od naszych bohaterów. Jego intrygi sprawiają, że lądowanie na Ishtakr może być niebezpieczne dla BG i wszystkich innych pozostających na statku. Bohaterowie muszą próbować ucieczki żeby ocalić siebie i pasażerów. Ale to już temat na kolejną przygodę!

Ocena grających: Gracze spisali się naprawdę wyśmienicie. Samo rozpoczęcie przygody poprzedziły odpowiednie przygotowania i rozmowy z Mistrzem Gry na temat ostatecznego wyglądu bohaterów. Widać było ze odgrywanie postaci przychodziło z łatwością wszystkim graczom. Kapitan w trosce o swój statek musiał dwoić się i troić, żeby znaleźć winnego całego zajścia. Inżynier też się nie nudził, gdyż statek wymagał ciągłej naprawy by tylko mógł lecieć dalej. Z kolei kapłan musiał pomagać potrzebującym ( a takich nie brakowało na statku), a końcowa, dramatyczna scena próby uratowania dziewczynki jest moją ulubioną w tej przygodzie. Naprawdę duże brawa dla graczy.

Samoocena: Była to moja pierwsza próba poprowadzenia Gasnących Słońc i choć przygoda poszła gładko nie jestem do końca z niej zadowolony. Może to dla tego, że ten scenariusz miał być wstępem do sagi o zabarwieniu pirackim - tzn. postacie w wyniku wydarzeń miały stać się wyjęte spod prawa i siłą rzeczy walcząc o swoje przetrwanie musiałyby się zagłębić w przestępczy światek planet Znanych Światów. Z uwagi na ten zamysł jaki przyświecał mi w trakcie tworzenia przygody w czasie jej prowadzenia zmierzałem właśnie w tym kierunku, ale ten pomysł chyba nie wszystkim przypadł do gustu. Poza tym prowadziło mi się dobrze - muzyka w tle wpływała pozytywnie na klimat sesji, choć gracze zachowywali się raczej luźno. Co najważniejsze nie przeszkadzało to w rozgrywce i prowadzeniu. Ale i tak uważam że mogło być lepiej. Pierwsza przygoda-zajawka powinna być z większym wykopem!

Refleksja: GSy urzekły mnie swoją złożonością i mnogością konwencji w jakich można prowadzić przygody. Klimat średniowiecza w przestrzeni kosmicznej również jest czymś co mnie osobiście bardzo odpowiada. Podstawkę do tej gry mam już chyba od ponad dwóch lat i dopiero teraz udało mi się wreszcie zagrać. Tak to już jest z nowymi systemami - nie ma czasu na to żeby zagrać w stare, a tu nagle MG wyskakuje z nowymi. Szczęśliwie pomysł grania w Gasnące Słońca przypadł grającym do gustu - nawet tym którzy z początku mieli opory. To chyba dobry znak, który może przyświecać kolejnym przygodom pośród gwiazd.

21 marca 2007

Hibernacja

17:36 Posted by Grzegorz A. Nowak , , , , No comments
Mijają kolejne dni i tygodnie i jakoś nic tu się nie pojawia. Szczytne założenia o regularnych wpisach na temat przemyśleń, wspomnień, spostrzeżeń i relacji związanych z RPG i fantastyką są niezwykle ciężkie do zrealizowania. Już wielokrotnie zasiadałem do klawiatury żeby wystukać jakąś notkę a tu nic. Ta niedyspozycja była spowodowana głownie sprawami uczelnianymi, ale także innymi rzeczami które nie pozwalały przystopować na chwilę i zająć się tym co naprawdę lubię. No ale jak wreszcie znalazłem czas i ochotę na to żeby coś naskrobać, czas przejść do konkretów i zacząć nadrabiać zaległości.