27 lutego 2010

Puszka Pandory #1 - Monastyrowa speluna

18:06 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Neurocide rozpoczął spin-off Karnawału Blogowego proponując pisanie tekstów bardziej konkretnych, które stanowić będą swoiste dopełnienie tych z Karnawału. Pierwszym tematem zostały speluny, wszelkiego rodzaju przybytki gastronomiczne, które można wrzucić do swoich scenariuszy.

Jak zawsze i tym razem nie mogłem sobie odpuścić uczestnictwa w tej zacnej inicjatywie i przygotowałem krótki tekst dla fanów Monastyru. Poniżej znajdziecie link do krótkiego artykułu opisującego pomysł na lokację do wykorzystania na sesjach. Plik jest w formacie PDF.

Miłej lektury!


Pobierz Złoty Pik - Puszka Pandory vol.1


EDIT: Wrzuciłem plik jeszcze raz - musiałem poprawić kilka drobiazgów.

18 lutego 2010

KB#8: Mam marzenie...

14:12 Posted by Grzegorz A. Nowak 7 comments
Najnowsza edycja Karnawału Blogowego spotkała się z mieszanym przyjęciem. Jednym podobał się otwarty, szeroki temat, a inni już na wstępie zapowiedzieli, że nie będą brać udziału w zabawie. Zupełnie nie wiem dlaczego Karnawał, w którym mielibyśmy dzielić się swoimi RPGowymi marzeniami miałby być gorszy, od poprzednich. Dlatego ja nie mam zamiaru przerywać tradycji i czas na uzewnętrznienie swoich hobbystycznych pragnień!

Wydanie własnego RPG

Tego można było się spodziewać - każdy MG ma pomysł na genialne RPG i najchętniej chciałby go wydać. I ja oczywiście mam taki pomysł i takie marzenie, ale jak na razie pozostaje wielkim niezrealizowanym. Jestem realistą, więc zdaję sobie sprawę jak powszechne i karkołomne jest ta chęć, jednak przy ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia czemu nie spróbować własnych sił. Oczywiście pisząc "wydanie", każdy myśli o pięknej księdze stojącej na półce w towarzystwie innych RPGów, jednak na początek przydałaby się choćby autorka, która dałoby się przełknąć. Od dawna w głowie siedzi mi pomysł, który co i rusz wzbogaca się, ewoluuje i zmienia się - wypadałoby dać mu wreszcie wyjść poza czaszkę. Na początku myślę o czymś w rodzaju "grywalnego demo", dzięki któremu można spokojnie stworzyć postać i liznąć nieco klimatu. Ładny PDF byłby w sam raz. Problem w tym, że do ładnego PDFa przydałyby się ładne grafiki, ładny layout, dobry skład - słowem rzeczy, o których nie mam bladego pojęcia. I w ten sposób marzenia w konfrontacji z rzeczywistością wydają się tracić na możliwości realizacji. Nie zamierzam się poddawać, czy jednak coś z tego wyjdzie - okaże się w przyszłości.

Więcej niż podstawka

Chciałbym, żeby w Polsce zdecydowana większość systemów nie kończyła swojego żywota tylko na jednym podręczniku. Jakiś czas temu wpadł mi w ręce Midnight - bardzo fajny pomysł na dark fantasy, pięknie wydany podręcznik i to w świetnej cenie. Może rzeczywiście tłumaczenie ma swoje mankamenty (które szczególnie bolą kiedy trzeba korzystać z angielskich dodatków) ale przynajmniej system zaistniał na naszym rynku. Niestety jak zaistniał, tak skończył - od wydania minął ponad rok, ale dodatków na pewno nie zobaczymy. A Midnight to tylko przykład, bo przecież takich systemów jest znacznie więcej.

Grający - kupujący

To wiąże się nieco z poprzednim marzeniem ale chciałbym, żeby każdy RPGracz miał przynajmniej 1/4 podręczników, które u mnie leża na półce. Prawda, że jestem typem "kolekcjonera" i tych ksiąg jest u mnie naprawdę dużo, ale czasem pogarda dla oryginalnych podręczników wręcz doprowadza mnie do szewskiej pasji. Dlatego np. na ostatniej sesji Legendy 5 Kręgów bylem zachwycony kiedy spostrzegłem że na 5 grających mamy aż trzy oryginalne podręczniki. Szkoda tylko, że dopiero tyle lat po zamknięciu linii. Rozumiem, że PDFy łatwo można ściągnąć z neta - ba! sam mam ich trochę, ale i tak korzystam z oryginałów i nawet jak trafi w moje ręce coś "nie do końca legalnego", to przeważnie dążę do kupna, gdy zostanie mi trochę wolnej kasy. Przyznaję - nie jestem święty, ale powiem nieco nieskromnie jeszcze raz: gdyby wszyscy RPGracze w Polsce mieli choć część takiej kolekcji jaką ja uzbierałem to żaden wydawca nie miałby problemów z utrzymaniem się na rynku, a nowe RPG wyrastałyby u nas jak grzyby po deszczu. Ale jesteśmy niszą, więc cóż się dziwić. Można jedynie pomarzyć.

Polski fandom RPG

Chciałbym, żeby polscy fani RPG żyli zgodnie. Ilość różnych podziałów w i tak malutkim środowisku jest wręcz żenująca i choć można mnie zaszeregować do "tych od blogosfery" to ja nie czuje się w żaden sposób lepszy, czy gorszy "tych z Poltera" czy "tych skądinąd". Łączą nas wspólne cele, wspólna pasja i hobby więc po co unosić się ambicją, dyskutować o wyższości jednego grania nad innym i dolewania paliwa do flejmów? Staram się omijać tego typu dyskusje, bo wyznaje starą zasadę, że lepiej budować niż burzyć. Trzymam też kciuki za takie "budujące inicjatywy" jak właśnie Karnawał Blogowy, czy ostatnio powstała Puszka Pandory. Wydaje się to takie proste, nie?

Krakowskie konwenty

Kiedyś Kraków był jak Mekka RPGowa i niestety ten czas znam jedynie z opowieści. Załapałem się jedynie na kilka ostatnich konwentów w moim rodzinnym mieście, a teraz panuje u nas zupełna posucha. Gdzie wielkie Krakony? Gdzie Con-trylogie? [Edit: Gdzie Imladrisy?] Niestety nie siedzę aż tak w środowisku, żeby dociec przyczyny takiego stanu rzeczy, ale chciałbym żeby była jakaś szansa na odmianę. Upatruję pewnej szansy w małych konwentach takich jak niedawny, portalowy Stary Port. Może byłaby szansa zorganizowania właśnie czegoś takiego u nas? Skoro duże imprezy nie zdają egzaminu, może spróbować z czymś małym? Mały może więcej?

17 lutego 2010

Opowieści Krabów #1

17:04 Posted by Grzegorz A. Nowak , 1 comment
Data: 16 II 2010

System:
Legenda 5 Kręgów


MG:
Pluszak


Gracze:
Badguy (
Hiruma Zabuza), Samalai (Yasuki Gomeda), Sebciu (Kuni Kambei) i Ja (Kuni Yatsu)

Scenariusz:
autorski Pluszaka

Już wspominałem o mentalnym przygotowaniu do grania w Legendę Pięciu Kręgów i nadziejach na to, że ogromny potencjał chęci na grę nie zostanie zmarnowany. Śpieszę powiadomić, że nadzieje się spełniły i wreszcie udało nam się zebrać na wyczekiwaną sesję L5K. Tym razem mogłem się nieco odprężyć i jako gracz ograniczyć swoje przygotowania, do stworzenia ciekawej postaci.

Jak już jesteśmy przy postaciach wypada nadmienić, że z góry założyliśmy granie bohaterami z jednego klanu - Kraba. Z jednej strony ograniczało to trochę dowolność tworzenia postaci, ale lektura Drogi Kraba, pozwoliła stworzyć różnorodne postaci unikając przy tym problematycznego scalania drużyny. Do tego łatwiej było wrzucić wszystkich BG do scenariusza, w końcu Kraby mają wspólne powinności i służą jednej sprawie. Tak też nasza drużyna wyglądała następująco:

  • Hiruma Zabuza - berserker, wielki wojownik, weteran wielu bitew i... kochający ojciec czterech ślicznych córeczek (w dodatku czworaczek!),
  • Yasuki Gomeda - bushi z kupieckiej rodziny, który w wyniku dziwnych splotów wydarzeń pobierał nauki w szkole Daidoji, dowódca 50-osobowego oddziału zbrojnych, ochroniarz Kuniego Kambei,
  • Kuni Kambei - pogodny shugenja z ponurego rodu, posiadający wielką moc i jeszcze wspanialsze dziedzictwo,
  • Kuni Yatsu - Łowca Czarownic, któremu przebywanie w Krainach Cienia odbiło się na umyśle i na ciele, trawiony przez pierwszy symptomy Skazy
Warto też dodać, że choć graliśmy pierwszą sesję, to wszyscy bohaterowie startowali z 3 Rangą, przez co potęga i możliwości naszej drużyny była znacząca już od samego początku.

Fabuła

Opowieść rozpoczęła się na jednym z zamków nieopodal Muru Kaiu. Bohaterowie byli zgromadzeni na uroczystości gempukku młodych samurajów klanu Kraba, a przy okazji odpoczywali od służby. Łowca oddawał się piciu sake i paleniu opium, shugenja i Yasuki luźnym rozmowom, a Hiruma radością płynącym z obcowania z rodziną. Zabawa rozwijała się leniwie, a młodzi samurajowie byli poddawani kolejnym próbom.

W pewnym momencie oboje Kuni zostali wezwani do swojego współrodowca, dawnego sensei Kuni Yatsu, który miał dla nich zadanie. Ostatnie wieści dochodzące od zwiadowców w Krainach Cienia były niezwykle niepokojące - bandy złożone z nezumi miały napadać na samurajów i próbować szturmowania pozycji Krabów. Utrata sojuszników wśród szczuroludzi, byłaby ogromnym ciosem dla obrońców Cesarstwa, więc szybkie ustalenie co się kryje za ich dziwnym zachowaniem było kluczowe dla dalszej misji Klanu Kraba.

Po powrocie na salę miała miejsce sprzeczka pomiędzy gośćmi - jednym samurajem Hida i przebywającym na zamku Żurawiem z rodziny Kakita. Daymio zezwolił na pojedynek do pierwszej wymiany ciosów (zwracając uwagę na wartość życia każdego samuraja stojącego na Murze). MG wykorzystał tą scenę do pokazania mechaniki pojedynków iaijutsu - choć walczyli między sobą bohaterowie niezależni ich współczynniki na karteczkach dostali gracze (Badguy i Samalai) tak by pojedynek odbył się na zasadach podręcznikowych. Pojedynek niespodziewanie wygrał Hida, który korzystając ze swojej techniki zignorował pierwszy cios Kakity i oszpecił go wprawnym cięciem, wzbudzając tym samym zachwyt ucztujących.

Jednak ceremonia znów miała być przerwana po niedługim czasie, tym razem przez przybycie zwiadowcy niosącego złe wieści - spora armia stworów Fu Lenga nadciąga od południa i obrońcy proszą o wsparcie na Murze. Nie trzeba było długo czekać, żeby wszyscy samurajowie podjęli wezwanie i jak najszybciej przygotowali się do wymarszu. Ceremonia gempukku młodych samurajów miała się dopełnić na polu bitwy.

Wstawiony i nieco otumaniony Yatsu dochodził do siebie już w drodze na Mur.

Większość posiłków przybyła pod ogromne fortyfikacje jeszcze w nocy i po przydzieleniu do oddziałów udała się na spoczynek. Dopiero na wieść o zbliżającym się wrogu wszystkie oddziały udały się na swoje pozycje gotując się do walki. Kuni Kambei i Yasuki Gomeda wraz ze swoim oddziałem zostali na murach, natomiast Hiruma Zabuza i Kuni Yatsu wraz z oddziałem młodych bushi mieli uderzyć bezpośrednio na przeciwnika, korzystając z jednego z tuneli mających swoje ujście po drugiej stroni rzeki.

Gdy rozpoczęła się bitwa prócz narracji w ruch poszła Tabel Bitwy z podręcznika. Po raz kolejny mieliśmy okazje wykorzystać narzędzia oferowane przez zasady gry i poszło całkiem nieźle. Dało się odczuć, że walka była epicka, gdy punkty Chwały rosły prędko, a ran przybywały jeszcze szybciej. Nie obyło się bez Pojedynków i Bohaterskich Czynów: Yatsu walczył z goblińskim kacykiem i ratował młodych samurajów z potrzasku, Zabuza polował na ogry, a Gomeda i Kambei ścierali się z przeróżnymi monstrami wpełzającymi na Mur. Szczęśliwie bitwa zakończyła się zwycięstwem, choć np. Kuni Yatsu przypłacił ją ciężkimi ranami. Dzięki interwencji medyków i shugenja udało się jednak szybko stanąć całej drużynie na nogi.

Jednak nie długo dane było odpocząć naszym bohaterom. Następnego dnia przybył ranny posłaniec z wiadomościami - na sąsiednim posterunku Muru doszło do kolejnej bitwy i potrzebna jest pomoc. Nasza grupa, wraz z kilkoma shugenja, zbrojnymi Yasuki i pod dowództwem Hirumy Saburo wyruszyła na pomoc. Niestety przybyliśmy za późno. Bohaterowie zastali jedynie wyłom w Murze (coś wręcz niewyobrażalnego), pobojowisko i ani jednej żywej duszy, prócz konającego bushi, który przekazał krótko co się stało - atakowało ok. 300 stworów, w tym nezumi, a mur padł w jakiś niepojęty dla broniących sposób. Tak duża armia pozostawiła za sobą sporo śladów, więc samurajowie ruszyli w pogoń za siłami Ciemności. Co gorsza armia zmierzała w stronę miasta i zamku, gdzie bohaterowie przed dwoma dniami ucztowali. Pozostawione tam rodziny i niewielki garnizon nie był świadomy niebezpieczeństwa.

Po jakiejś godzina grupa dotarła do płonącej wioski, gdzie niewielka część oddziałów wroga rozprawiała się z niedobitkami wieśniaków. Po dyskusji samurajowie zdecydowali się pomóc biedakom.

I w tym miejscu zakończyliśmy sesję.

Podsumowanie

Na możliwość zagrania w Legendę czekałem bardzo długo i powiem wprost - nie zawiodłem się. Rozegraliśmy ciekawą, nieco brawurową i do gruntu krabową przygodę, a to wszystko to oczywiście same zalety. Co prawda MG zapewniał, że najlepsze dopiero przed nami, ale ja jak na razie zostałem spełniony i te rozegrane kilka godzin zaliczam do bardzo udanych. Całkiem nieźle udało się zawiązać drużynę i wpleść ją w wir wydarzeń, przy czym mieliśmy odpowiednio dużo, czasu żeby poznać swoich bohaterów, a także ich możliwości.

Jestem zadowolony ze swojej postaci - momentami zbzikowanego Kuni, który nie rozstaje się ze swoim psem łowczym i fajką opiumową. Pomimo trawiącej go manii prześladowczej i Skazy Krainy Cienia gdy przychodzi do spotkania z istotami Ciemności jego umysł zawsze jest skoncentrowaniu na pokonaniu zagrożenia. To chyba jedna z najlepiej dopracowanych moich postaci - przemyślana, z rozpisaną koncepcją i historią. Nic dziwnego, że zastanawiałem się czy wogóle przeżyje bitwę ruszając do niej ramię-w-ramię z berserkerami. Żal byłoby stracić go tak szybko.

Samalai i Badguy grający odpowiednio Yasuki i Hirumą również dobrze bawili się świetnie odgrywając swoje postacie. Nie ma się co dziwić - to starzy gracze i fani L5K więc im niewiele trzeba. Zastanawiam się tylko czy Sebciu bawił się równie dobrze. Wydaje mi się, że miał nieco mniej szansy na wykorzystanie swoich zdolności - w walkach wiedli prym drużynowi bushi, a shugenja ograniczał się do szybkiego pogromienia wrogów czarami. Nie mniej jednak w sytuacjach socjalnych Kuni Kambei dobrze wypadał. Słowem całkiem zgrana z nas paczka.

Na koniec powiem, że czekam na kolejną część - chyba więcej nie trzeba. Po prostu sesja rozbudziła pragnienia na kolejne przygody!

Czekamy!

10 lutego 2010

Ganie czytanie #3

16:28 Posted by Grzegorz A. Nowak No comments
Czas najwyższy na trzecią odsłonę czytelniczych wynurzeń. Tradycyjnie trzy pozycje z listy ostatnio przeczytanych. Pierwsza z opisywanych leży na mojej półce, więc jakby co - z chęcią pożyczę. Pozostałe sam pożyczałem, więc niestety zainteresowanych odsyłam do księgarni bądź biblioteki.


Ursula K. Le Guin - Najdalszy brzeg

Klasyka po raz kolejny w moim zestawieniu. Najdalszy brzeg to już trzeci tom sagi Ziemiomorza. Tym razem Ged, w towarzystwie młodego księcia wyrusza z wyspy Roke, aby odkryć przyczyny znikania zdolności magicznych pośród mieszkańców Ziemiomorza. Czytanie kolejnych tomów cyklu jest jak powrót do przeszłości. To trochę tak jakby po raz pierwszy czytać Tolkiena. I rzeczywiście Le Guin trzeba wyraźnie postawić koło autora Władcy Pierścieni, bo to ta sama półka jeśli chodzi o fantastykę. Mnie osobiście urzekł oryginalny świat - Ziemiomorze - kraina złożona z archipelagów dziesiątek wysp, której mieszkańcy i ich życie związane jest nieustannie z morzem, wiatrami i naturalnym rytmem przypływów i odpływów. To stare dobre fantasy, choć właśnie przez to może niektórych odstraszać rozbudowanymi opisami, podniosłym językiem i powoli rozwijającą się akcją. Dla mnie jest to zaleta - czytając tego typu fantastykę mam wrażenie jakbym miał w ręku mitologię jakiejś odległej, mało znanej kultury. A poza tym to absolutny klasyk i grzechem byłoby nie znać.

Andrzej Pilipiuk - Homo bimbrownikus

Egzorcystę-amatora z Wojsławic znają chyba wszyscy. I nic dziwnego, kolejne książki z serii przygód o Jakubie Wędrowyczu czyta się lekko i szybko, a przaśny humor widać jest w cenie, skoro Pilipiuk najczęściej kojarzony jest włąsnie z tą serią. Niestety nowa książka o Wedrowyczu nie urzekła mnie. Nie powiem, zbiór opowiadań na który składają się trzy opowiadania (dwa krótkie i jedno zajmujące ponad 200 stron) czyta się szybko i przyjemnie, jednak bardziej bawiły mnie poprzednie części. Nawet więcej śmiałem się czytając Leksykon niewiedzy, choć przecież ta ostatnia to książka popularno-naukowa. Oczywiście fanów serii książka zadowoli - Pilipiuk nie spada w swojej twórczości poniżej pewnego dobrego poziomu. Jednak tym, którzy jeszcze nie poznali osoby sławnego egzorcysty i bimbrownika, lub po prostu szukającym lekkiego czytadła, proponował bym raczej sięgnąć do wcześniejszych tomów, które wypadają znacznie lepiej od najnowszego.

Stanisław Lem - Solaris

Znów łyk klasyki, jednak tym razem prócz poczucia obowiązku przeczytania znanego, wybitnego dzieła wiodła mną zwyczajna chęć obcowania z dobrą książką. Bo Solaris to dobra książka. Powiedziałbym nawet, że świetna. Wielu na dźwięk nazwiska Lem przychodzą na myśl szkolne katusze z Pilotem Pirxem. Do dziś nie wiem czemu taką słabą książkę Lema musiano wprowadzić do kanonu lektur skutecznie odstraszając młodych ludzi od innych jego książek. Mnie też było trudno wziąć do ręki ponownie książkę mistrza polskiej SF, ale szczęśliwie przemogłem się i po raz kolejny jestem zachwycony. Solaris to opowieść o Chris Kelvin, psychologu,który przylatuje na stację kosmiczną zawszoną nad tytułową planetą. Na pokładzie stacji okazuje się, że jeden z naukowców zmarł a reszta nielicznego personelu dziwacznie się zachowuje. Na samej stacji dzieją się też niewytłumaczalne zjawiska, które być może mają związek z działaniem tajemniczej planety pokrytej organicznym oceanem. Solaris od pierwszych stron wciąga, najpierw budując nastrój tajemniczości, potem odkrywając kolejne wątki, by wreszcie po przerzuceniu ostatniej strony pozostawić czytelnika z własnymi rozmyślaniami. Książka stawia wiele pytań, na które ludzkość wciąż pragnie poznać odpowiedzi - jaki jest kres ludzkiego poznania, czy rozumiemy świat który jest wokół nas, i czy jesteśmy sami w ogromnym wszechświecie? Brzmi górnolotnie? Bo to literatura wysokich lotów, ale Lem zdołał stworzyć prawdziwe dzieło, które nie tylko dostarcza prawdziwej intelektualnej pożywki, ale też zwyczajnej, lekkostrawnej rozrywki. Obok tej książki nie można przejść obojętnie.

04 lutego 2010

Czat z Portalem - szybki briefing

18:31 Posted by Grzegorz A. Nowak , , , , 8 comments
Dziś odbył się czat z Portalem - spotkanie Ignacego Trzewiczka z fanami na Polczacie. Postanowiłem krótko streścić najważniejsze newsy, zasłyszane od Trzewika. Warto podkreślić, że część informacji to gdybanie, a oficjalnych deklaracji trzeba wyczekiwać. Dodatkowo tego typu czaty mają się odbywać regularnie co dwa miesiące, więc następnego możemy się spodziewać w kwietniu.

Monastyr (oczywiście u mnie na blogu na pierwszym miejscu!)

  • najprawdopodobniej w tym roku ukaże się 12 krzyży - zbiór opowiadań osadzonych w świecie Monastyru, pokłosie konkursu na opowiadanie - ma to związek z uruchomieniem linii książek do gier Portala,
  • kończy się nakład podręcznika do Monastyru - ostatnie egzemplarze są dostępne w sklepie Rebel.pl - kto jeszcze nie spróbował swoich sił w starciu z Ciemnością niech się lepiej pośpieszy,
  • w marcu zostanie ogłoszone rozpoczęcie prac nad drugą edycją Monastyru (!),
  • nowa edycja będzie "bardziej pop" - zapewne chodzi o to, że będzie przystępna i mniej wymagająca dla grających, zostaną też poprawione zasady i błędy poprzedniej edycji,
  • na razie za wcześnie jest żeby mówić o konkretach, dlatego np. nie wiadomo czy nowa edycja będzie kompatybilna ze starą,
  • wpływ na ostateczny wygląd Monastyru 2.0 będą mieć fani - pierwsze miesiące będą debatą nad błędami i poprawkami (wkrótce temat na forum Portalu), potem praca nad samą grą,
  • podręcznik będzie odchudzony z tekstu w porównaniu do pierwszej edycji - jak to ujął Trzewik: "przesadziliśmy",
  • marzeniem byłoby wydanie na początku 2011 roku (od marca debaty, jesienią pisanie, w nowym roku wydanie),
  • relacja z Monastyr de Profundis (deP w świecie Monastyru) ukaże się w najnowszym numerze GP,
  • Valdor RPG - być może po RPO, czyli w dalekiej przyszłości.
Gwiezdny Pirat

  • archiwalne numery GP będą dostępne na stronie Wydawnictwa Portal w tym roku - na 100% (legendarnego magazynu Portal również),
  • GP jest otwarte na pomoc fanów - jeśli masz tekst, który chciałbyś opublikować w GP ślij śmiało - za publikacje można otrzymać gamble, za które można kupić gadżety od Portala,
  • w lutowym lub marcowym GP będzie kampania do NS Hex (taka jak w Babel 13 - z użyciem dodatkowych elementów planszy etc.,
  • relacja z Monastyr de Profundis (patrz wyżej).
Neuroshima RPG

  • nie potrzeba zmian w NS tak jak w Monastyrze, stąd jakaś kolejna edycja nie jest planowana,
  • nadal nie ma w planach Euroshimy,
  • NS RPG raczej nie ma szans na sukces na zachodzie - wstępne wyliczenia kosztów tłumaczenia są zbyt wysokie,
  • w tym roku do NS RPG ukażą się Ruiny, Krew i Rdza 2, oraz jak szczęście dopisze to nationbook New York i Bestiariusz: Mutanty
NS Tactics (nadchodząca gra bitewna w świecie Nuroshimy)

  • w podstawce dostępne mają być 4 armie (wiadomo, że Hegemonia, Moloch i Posterunek),
  • mają być 2 dodatki po 2 armie każdy (wśród nich mutanty),
  • będzie konwersja postaci z NS RPG na NS Tactics,
  • za figurki będzie odpowiadać firma Wargamer (odpowiedzialna za system bitewny Ogniem i Mieczem),
  • będzie można kupić wypasiony box (figurki z dwóch armii, rulebook, wzorniki, tereny, miarki itd.), albo osobno podręcznik i figurki,
  • gra będzie skirmishowa, z dużą ilością element~ów przygodowych (zadania ma mapie, odbijanie zakładników, rozwój postaci itd.),
  • jeden z rzeźbiarzy jest graczem NS RPG,
  • figurki nie będą pomalowane.
Gry planszowe

  • w tym roku ukaże się karcianka NS, dodatek do Strongholda i jeszcze dwie planszówki (okładkę jednej można znaleźć na Facebooku)
  • w dodatku do Strongholda testowana jest armia nieumarłych i na razie działa bardzo ciekawie; miałaby zastąpić orki i gobliny w roli nacierających - to oznacza, że w monastyrowym Valdorze są armie nieumarłych!
  • powstaje niekolekcjonerska gra karciana w świecie Neuroshimy (2-4 graczy), pisze ją Michał Oracz i premiera planowana jest na Essen,
  • w tym roku nie będzie dodatku do NS Hex.
Inne

  • w tym roku mają się pojawić przynajmniej 4 produkty RPG (to sporo w porównaniu do poprzedniego roku)
  • nie ma w planach dodatków do Indie (czyli dodatek do KRŚ nie jest w planach) za to są plany wydawania kolejnych podręczników z tej serii
  • Graj Trikiem powstaje ;)
  • od eksperymentu z drukowaniem Przeciw Pierwszemu Przykazaniu (przygody do Monastyru wydanej w PDF - do pobrania tutaj) w print on demand zależy czy tego typu działania zostaną rozszerzone na inne produkty Portala (np, archiwalne GP)
  • Cold City jest przetłumaczone i idzie do redakcji,
  • audycja wspominkowa Portala będzie nagrywana w przyszłym tygodniu (więc w połowie lutego trzeba jej wypatrywać),
  • Moracz robi planszówki w lata parzyste, a trzewik w nieparzyste (czyli w 2010 roku kolej na NS Card Game Moracza :P ),
  • Neuroshima na komórkę ma się dobrze, ale nie wiadomo jak się to przekłada na popularność RPGa
  • druga edycja Starego Portu odbędzie się w tym roku na 100% (a pierwsza już w tą sobotę!)
  • w filmie "Neuroshima", w roli Borgo trzewik widziałby Arnolda Schwarzeneggera ;)
To tyle mojego streszczenia czatu. Oczywiście nie wszystkie informacje są tu zawarte (np. nie notowałem tego na jakich konwentach ekipa wydawnictwa się pojawi), dokładny zapis czatu ma być opublikowany na forum Portala (przynajmniej tak deklarował jeden z uczestników).

02 lutego 2010

Potępieniec #6

20:20 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Data: 18/19 I 2010

System: Warhammer 2ed

MG: Ja

Gracze: Sammel (Viggo Oswald von Stihlgladen), Glut (Aldebrand Falkenheim)

Scenariusz: Rytuał (możliwe spoilery)

Po kilku problemach z ustaleniem terminu kolejnego spotkania i po miesięcznej, świąteczno-noworocznej przerwie udało nam się wreszcie zasiąść przed ekranami komputerów. Ze słuchawkami na uszach i mikrofonach przy ustach mogliśmy powrócić do ponurego świata niebezpiecznych przygód. Jak widać do końca stycznia nie udało się zakończyć kampanii, ale wola grania nadal jest więc nie pozostało nic innego jak wyczekiwać rychłego finału. Oznacza to, że muszę się zacząć zastanawiać w jakie kolejne przygody wrzucić Viggo i Aldebranda, mam jednak jeszcze trochę czasu nim to nastąpi.

Fabuła

Po raz kolejny nie oddalałem się zbytnio od treści scenariusza. Bohaterowie wreszcie dotarli do Delberz, przynajmniej na chwile opuszczając zalesione, pełne niebezpieczeństw tereny. Początkowo chciałem ich od razu rzucić w akcje scenariusza (spotkanie z Klaussem Dralstem i jego synem), jednak gracze zaczęli dopytywać się o zebrane złote korony z poprzednich przygód i snuć plany na ulepszenie swojego ekwipunku. Nie mogłem im odebrać przyjemności wydania z trudem zdobytych pieniędzy. Przynajmniej była okazja wykorzystania Zbrojowni Starego Świata i przypomnienia sobie zasad dostępności. Dopiero po dokonaniu zakupów udało się podrzucić wskazówkę, która zaprowadziła bohaterów na właściwie tory przygody. Kolejny scenariusz Potępieńca nie zaskakuje specjalnie, zmienia się tylko sceneria. Zamiast gospody, czy zamkowych lochów Bohaterowie trafiają do miejskich kanałów.

Viggo i Aldebrand udali się do domu kupca nazwiskiem Dralst, który miał wiedzieć coś co mogłoby naprowadzić na trop tytułowego Potępieńca. Wieczorna wizyta przybrała jednak niespodziewany obrót. Okazało się, że kupiec został napadnięty w swym domu przez niezidentyfikowanych bandytów. Gdy Bohaterowie zjawili się na miejscu mogli oglądnąć jedynie śmierć syna Dralsta, który w ostatnich słowach prosił o uratowanie porwanego ojca. BG szybko pomścili śmierć młodego, a krótki przegląd posiadłości pozwolił ustalić, że służba podzieliła los panicza. Udało się też ustalić, że w piwnicach znajduje się ukryte zejście do kanałów, którym musieli przyjść bandyci. Czas naglił więc Viggo i jego towarzysz ruszyli w mroki podziemi.

Podążanie za śladami doprowadziło drużynę do miejskich kanałów. Z trudem było im pogodzić się z brudem i smrodliwym otoczeniem ścieku, ale już wkrótce Bohaterowie mieli się martwić czymś znacznie bardziej poważnym. Zwłoki leżące na jednym z bocznych chodników okazały się nie tak martwe jakby się zdawało, a próbę spacyfikowania ich Aldebrand przypłacił kąpielą w płytkim kanale ściekowym. Po krótkiej walce udało się zażegnać niebezpieczeństwo ale nadal nie było śladu porwanego Dralsta.

Wreszcie udało się znaleźć kolejne tajne przejście, które zaprowadziło Bohaterów do kryjówki bandytów. Wrodzona czujność Aldebranda pozwoliła na wypatrzenie pułapki, która ostrzec miała o zbliżających się intruzach. Początkowo Viggo starał się wmówić bandytom, że przyszli tu jako posiłki. Niestety bandyci zorientowali się, że coś jest nie tak, ale dzięki zaskoczeniu Bohaterowie szybko rozprawili się z nimi. Jak się okazało podziemia były siedzibą heretyckiego kultu, w którym bandyci na spółkę z szczurzymi mutantami (se se se se!) składali ofiary mrocznemu bogu. Po dalszych poszukiwaniach udało się odnaleźć komnatę ofiarną, gdzie szczurzy kapłan dokonywał krwawej ceremonii - niestety Bohaterowie przybyli za późno, żeby uratować Klaussa Dralsta.

Pewnie opuściliby miejsce kaźni bez zwracania na siebie uwagi licznie zgromadzonego kultu, gdyby nie fakt, że pośród zwłok wcześniejszych nieszczęśników znajdowało się te, których Bohaterowie poszukiwali - zwłoki Johanna. Niestety sami nie byli w stanie poradzić sobie ze szczurami i ich ludzkimi sprzymierzeńcami, ale dzięki sprytowi i wiedzy pirotechnicznej udało się zrobić na tyle zamieszania, żeby wziąć ze sobą ciało, uciec i odciąć linowy most prowadzący do komnaty.

Sesję zakończyliśmy właśnie tuż po brawurowej ucieczce. Viggo i Aldebrand, poranieni i wycieńczeni zastanawiali się co teraz robić dalej.

Podsumowanie

Kolejne kilka godzin na Skype i kolejna sesja za nami. Tym razem gracze musieli się nieźle nagłowić, bo choć scenariusz przewidywał rozwiązania siłowe to dwuosobowa drużyna nie miała większych szans z tak licznym przeciwnikiem. Szczęśliwie bomby z poprzedniej przygody sprawdziły się i tym razem. Znów sporo było eksplorowania, w czym świetnie pomagał OpenRPG z opcją stopniowego odsłaniania mapy. Jak na razie to najlepsza opcja na grę po sieci, choć wiem, że niektórzy używają Vassala. Będę musiał się przyjrzeć temu ostatniemu - a nuż wprowadzi nowe możliwości do gry sieciowej!

Tymczasem czekam na kolejną możliwość gry.