20 września 2013

Warhammer 30-dniowe wyzwanie. Dzień dziewiąty, czyli o smutnym losie Mistrza Gry

19:30 Posted by Grzegorz Nowak , No comments
Z Warhammerem mam ten problem, że przez niemal cała RPG-ową karierę częściej byłem Mistrzem Gry niż graczem. Już na samym początku bardzo szybko wszedłem w rolę prowadzącego, chcąc po prostu pokazać nowe hobby swoim znajomym. Tak został aż do dziś. Dziś wyjaśniam więc jaki to miało wpływ na moich bohaterów i który z nich jest tym najbardziej ulubionym.

Właściwie trudno jest mi wymienić takiego bohatera, właśnie z uwagi na to, że w swojej karierze więcej stworzyłem Bohaterów Niezależnych niż nawet koncepcji BG. Najbardziej charakterystyczną moją postacią był Calmal Bloodydagger, mroczny elf który przeszedł na dobrą stronę i przez lata ścigany był przez swoich pobratymców. Tak wiem, jak to brzmi, ale to naprawdę stare dzieje. To taki rodzaj bohatera, który dopieszczany jest przez lata z wymaksowanymi współczynnikami koło wartości 80, dla którego mało co stanowi wyzwanie.

Pamiętam, że gdy zaczeliśmy grać w drugą edycję każdy z naszej grupy w czasie sesji opowiadał o wymaksowanych postaciach z pierwszej edycji jakby to byli jacyś legendarni herosi. Wspólnie ustaliliśmy, że wszsycy zgineli w trakcie oblężenia Middenhiem podczas Burzy Chaosu, po czym już nigdy nie wróciliśmy do gry tymi bohaterami. Wciąż miło wspominam ten godny sposób na pożegnanie się z herosami odchodzącymi na RPG-ową emeryturę.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz