29 czerwca 2009

Skonfudowanie w Krakowie

23:46 Posted by Grzegorz A. Nowak No comments
Nie da się ukryć, że na konwentach bywam rzadko. Moje konwentowanie zawsze ograniczało się do środowiska krakowskiego i w sumie nigdy nie narzekałem na brak atrakcji. Były czasy, że Kraków jawił się prawdziwą Mekką konwentową, a imprezy takie jak Krakon zbierały setki uczestników. Co prawda swoją przygodę z konwentami zacząłem dosyć późno, bo w 2005 roku, jednak w rodzinnym mieście okazji nie brakowało - Krakony, Imladrisy, Conquesty, potem Constary. Niestety te czasy minęły. Poprzedni rok przyniósł jedynie ostatni z Constarów i magicznie przeteleporotwany Telep 2008. Dlatego też z wielką radością i nadziejami przyjąłem pojawienie się zapowiedzi kolejnej "trylogii konwentowej" Confuzji.

Confuzja 2009 odbyła się w dniach 19 - 22 czerwca. Miejscem konwentu była znana z Imladrisów i Constarów szkoła podstawowa przy ul. Lubomirskiego - świetne lokalizacja do której łatwo trafić z Dworca Głównego i z której do wszelkiej maści knajp starego miasta jest rzut beretem. Kto był na którymś z wcześniejszych konwentów dobrze wie o czym mówię.

Na teren imprezy dotarłem około godziny 17:00 - po zapłaceniu akredytacji i odebraniu identyfikatora wraz z informatorem mogłem ulokować się w sali, którą zajęli już znajomi z KGLu i klubu Avatar. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy, to puste korytarze - w piątki o tej porze konwenty na których bywałem przeważnie cały czas zapełniały się, a do akredytacji trzeba było stać czasem w bardzo długiej kolejce. Dziwne to było uczucie, gdy znana konwentowa szkoła świeciła pustkami. Pomyślałem jednak, że to dopiero sam początek imprezy i kolejni uczestnicy, szczególnie ci spoza Krakowa, zjadą się w sobotę.

Przeglądając informator można było znaleźć ciekawe pozycje w programie, jednak w piątkowe popołudnie nie brałem udziału w żadnej z atrakcji. Zwyczajnie większość czasu pochłaniało mi odnawianie starych konwentowych znajomości. Widać niektórzy wyszli z podobnego założenia i piątkowe punkty programu cieszyły się raczej niewielką frekwencją (dla przykłądu prezentacja konwentowej inicjatywy Orient Express zgromadziła początkowo zaledwie 3 osoby). Wieczorem planowałem wybrać się na LARP Tajemnica Fortu VII, który miał rozegrać się poza terenem konwentu, i był organizowany przez uczęszczających na LARPy KGLu Wircyna i Komucha, jednak deszczowa pogoda skutecznie uniemożliwiła realizacje tego punktu programu. Alternatywą pozostały trzy LARPy rozgrywane na terenie konwentu, niestety z uwagi na bardzo małą ilość chętnych odbył się tylko jeden - Serce ciemności w klimatach Wampira: Maskarady. Zrezygnowałem jednak z udziału w tym LARPie, wybrałem spotkanie ze starym znajomym, którego nie widziałem od ponad roku - miałem ochotę na RPGowe pogaduchy i tak zamiast LARPa zeszło parę ładnych godzin.

Sobota miała być bardziej wypełniona atrakcjami. Dzień zaczeliśmy od prelekcji organizowanej przez Krakowską Grupę Larpową. Już na wstępie wiąże się z nią ciekawa wpadka - w informatorze jako autor widniało moje nazwisko, kiedy autorem i prelegentem od początku miał byc Samalai. Wysyłałem sprostowanie jeszcze przed konwentem, widocznie jednak ta sprawa umknęła organizatorom. Po drugie prelekcja w zamyśle miała być przeznaczona dla początkujących twórców LARPów, lecz większość zgromadzonych byla już doświadczonymi Mistrzami Gry (w tym delegacja wrocławskiego Wielosferu - pozdrowienia!). Z tych przyczyn w moim odczuciu prelekcja wypadła średnio i chyba znacznie bardziej wartościowa byłaby polemika zgromadzonych w formie panelu dyskusyjnego - może innym razem uda się zorganizować takie spotkanie. Kolejnym punktem programu było spotkanie z Wydawnictwem Portal o którym już pisałem na blogu w poprzedniej notce. Do mniej więcej godziny 17:00 zajęło mi przesiadwywanie w Games Roomie, a od godziny 18:00 do mniej więcej 24:00 niestety musiałem być poza terenem konwentu więc ominęło mnie sporo atrakcji (w tym LARP wolsungowy organizowany przez Wielosfer).

Niedzielę wypełniło przesiadywanie w Games Roomie, gdzie spróbowałem swoich sił w Rice Wars, bardzo ciekawej gry Kuźni Gier o samurajach ścierających się o zyski z upraw ryżowych, i nieśmiertelnego Battlestar Galactica Boardgame w którym wyjątkowo nie byłem Cylonem i współnie z innymi nie-Cylonami przegraliśmy dosłownie o włos. Potem odwiedziłem jeszcze dwie prelekcje - prezentacje Klanarchii prowadzoną przez narmo, betatesterkę gry, oraz prezentacje Pływu - systemu autorskiego Andre. Na pierwszej w sumie nie dowiedziałem się zbyt wiele ponad to co już udało mi sie wyczytać na stronach systemu czy wśród materiałów promocyjnych. Natomiast prezentacja Pływu zaciekawiła mnie, chociażby z uwagi na zainteresowanie starożytnością i tkwiący w mojej głowie pomysł na system autorski w takich realiach. Pływ wart jest szczególniej uwagi gdyż są spore szanse na wydanie systemu drukiem, w podobnej formie jak Trójca Gertruda (niski nakład rzędu kilkudziesięciu egemplarzy, dostępny tylko w sprzedaży bezpośredniej). Po prezentacji miały się odbyć LARPy KGLu - Krag Siedmiu i opisywany już przeze mnie Cień Czerwonej Planety. Znów z uwagi na małą liczbę chętnych musieliśmy wybrać który z proponowanych LARPów poprowadzimy. W głosowaniu został wybrany Cień Czerwonej Planety - intrygancki i survivalowy LARP w klimatach niezbyt odległęgo S-F. Relację zamięszczę w osobnej notce.

Poniedziałek to praktycznie koniec konwentu - do godziny 9:00 trzeba było opuścić teren imprezy. Sprzątanie, poszukiwanie zagubionych przedmiotów, uściski i pożegnania - normalne sceny ostatniego dnia konwentu. Dodatkowo miałem wrażenie, że na nocowanie z niedzieli na poniedziałek zdecydowała sie bardzo wąska grupa konwentowiczów - znów korytarze świeciły pustkami. Ale cóż się dziwić - tylko nieliczni mieli wakacje, a cała reszta musiała rano wstawać do pracy lub innych równie nieprzyjemnych obowiązków.

Czas na kilka uwag i komentarzy odnośnie minionej imprezy. Po pierwsze odczułem wrażenie, że konwent był straszliwie odludniony - wydaje się, że organizatorzy liczyli na znacznie większą ilość uczestników. Trudno określić właściewie jaka była tego przyczyna. Będąc na Confuzji słyszałem wielokrotnie od uczestników, że termin był niezbyt dobry - dla większości studentów wypadał dokłądnie w czasie sesji egzaminacyjnej (ja sam miałem egzamin pierwszego dnia konwentu). Zastrzeżenie można mieć też do samej promocji imprezy - nie było o niej tak głośno jak o innych fantastycznych wydarzeniach na terenie całego kraju. A może zwyczajnie konewntów dziś jest tak wiele, że fantaści i RPGowcy wybierają bardziej "pewne" miejsca na wydanie pieniędzy i spedzienie kilku dni niz stosunkowo nowa, krakowska inicjatywa?

Nie mogę powiedzieć żebym się źle bawił na Confuzji. Słyszę wielokrotnie, że "konwent to ludzie" i jako miejsce spotkania starych znajomych impreza spisała się znakomicie. Nie oznacza to rzecz jasna, że program czy przygotowane atrakcje były nieistotne - na Confuzji można było zakupić świeżo wydany przez Wydawnictwo Imaginator system Exalted i jak zawsze skoprzystać z promocyjnych cen w sklepach z RPGami i planszówkami. Games Room jak zawsze pękał w szwach i dzięki zgromadzonym przez sklep BARD zasobom, mogłem poznać przynajmniej dwie nowe planszówki. Te nieliczne prelekcje na które się wybrałem miło wspominam, szczególnie spotkanie z Trzewikiem i prezentacje Pływu. Świetną inicjatywą było też Vintage Cards - turnieje starych karcianek. Kto czyta bałagan ten wie, że do starych gier karcianych mam sentyment. Niestety widziałem tylko fanów Doomtroopera oraganizujących się w Games Roomie. Nie wiem jak fani innych CCGs. Żałuję też, że z przyczyn ode mnie niezależnych nie udało się dotrzeć na warsztaty larpowe oraz LARP wolsungowy orgaznizowane przez Wielosfer. Na Confuzji można było natknąc się też na atrakcje spontaniczne i szalone - po kilkugodzinnej zbiórce pieniędzy udało się kupić starego Poloneza, który miał być nagrodą w jednym z konkursów. Niestety nie wiem jak się skończyło całe to przedsięwzięcie i jaki los spotkał starego krążownika szos.

Podsumowując, Confuzja wypadła chyba nieco poniżej oczekiwań, ale miała zadatki na naprawdę pełnowartościową imprezę fantastyczną. Nie dopisał chyba termin oraz ilość uczestników, a długi weekend majowy w którym odbywały się Conquesty i Constary wyszedłby na dobre (choć o ile mnie wiadomo to termin 1-3 maja został zarzucony z przyczyn niezależnych od organizatorów). Ja sam bawiłem się dobrze, zarówno korzystając z okazji jak i organizując tą skromną ilość punktów programu. Niestety dotarły do mnie informacje, że organizatorzy mocno ucierpieli finansowo na Confuzji, co zapewne stawia pod znakiem zapytania kolejne części nowej trylogii.

Mam jednak cichą nadzieje, że to nie koniec konewntów w Krakowie.

PS: Tak czy inaczej dziękuje wszystkim, którzy przycznili się do próby wskrzeszenia konwentów w Krakowie. Pozdrowienia dla wszystkich organizatorów, a w szczgólności Lucka z którym świetnie się współpracowało. Osobne podziękowania należą się wszytkim znajomym z Avataru i KGLu, przypadkowym konwentowiczom, z którymi miło spędzałem czas a których ksywek nie zapamiętałem , grupie Wielosfer za ogromny wkład w program i konstruktywną krytykę w czasie naszej prelekcji oraz Piotrkowi za miłe spotkanie po roku i jeszcze milsze długie rozmowy. Do zobaczenia na kolejnym konwencie!

24 czerwca 2009

Światełko w tunelu dla Monastyru

12:22 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
Rzadko zdarza mi się wrzucanie newsów na tego bloga. Zwyczajnie częściej piszę o minionych sesjach, LARPach, czy konwentach lub próbuję teoretyzować nad grami RPG. Tym razem będzie inaczej. Po mojej wizycie na krakowskiej Confuzji jestem bogatszy o kilka ciekawych wieści o Monastyrze - jednego z systemów, którego darzę wyjątkową sympatią.

Jak do tej pory nie zdarzało mi się zbyt często wspominać o mojej sympatii do RPGa ze stajni Portalu. Pamiętam jak upadała pierwsza edycja Warhammera i na łamach magazynu Portal pojawiały się szumne zapowiedzi pojawienia się godnego następcy. Pamiętam czytanie z wypiekami na twarzy trzewikowych pamiętników o powstawaniu systemu - wtedy jeszcze siedząc w kafejce internetowej, bo o dostępie do stałego łącza mogłem jedynie pomarzyć. Pamiętam też okładkę a la Van Helsing i wielkie nadzieje związane z wydaniem nowego systemu dark fantasy.

Dziś podręcznik stoi na półce. Przeczytałem go kilkakrotnie, poprowadziłem kilka sesji. Bardzo lubię świat opisany w podręczniku, nieco przejaskrawiony i opierający się na pewnych stereotypach, ale jednak odmienny od znanych mi światów fantasy. Z kolei mechanika Monastyru zawsze była dla mnie kulawa - choć nie miałem problemu z jej zrozumieniem, zawsze wydawała się nieintuicyjna i chyba nie do końca wspierała założenia systemu. Nie grałem w Monastyr od ponad 2,5 roku (wystarczy spojrzeć na archiwum tego bloga gdzie znajdują się relacje wszystkich sesji jakie rozegrałem w tym czasie) mimo to kupuję dodatki, które się ukazują i wciąż noszę się z zamiarem poprowadzenia kampanii. Może kiedyś się uda. Tak czy inaczej spokojnie mogę się nazwać "fanem Monastyru".

Jako "fan" nie mogłem sobie pozwolić na opuszczenie konwentowego spotkania z Wydawnictwem Portal w osobie Ignacego Trzewiczka. Z Portalem jestem prawie od początku, mam sporą kolekcję ich produktów i zwyczajnie darze chłopaków sympatią. Mimo wszystko są jedynym rodzimym wydawnictwem RPG utrzymującym się z własnych pomysłów. Jak zawsze na początku prelekcji Trzewik zapytał o czym ma więcej mówić - Neuroshimie, Monastyrze czy planszówkach. Jakież było jego zdziwienie, kiedy jakieś 5 osób z może 10 obecnych na sali zadeklarowało się jako fani Monastyru. Ignacy skwitował to ironicznie mówiąc, że na sali jest chyba 1/5 wszystkich fanów tego systemu. Zachęcony tak dużą frekwencją sporo czasu poświęcił właśnie temu, bądź co bądź, niszowemu systemowi. Czas więc na garść przecieków wprost od Trzewika.

1. Sojusznicy - pewną informacja jest to, że od dawna zapowiadany dodatek pod tym tytułem ukaże się w tym roku. Ignacy siedzi nad nim i pisze powoli po nocach - ukaże się jak tylko będzie gotowy, więc fani Monka mogą powoli zacierać ręce.

2. Stronghold - Portal pracuje nad nową grą strategiczną o zdobywaniu twierdzy. Gra powstawała jako zupełnie autonomiczny produkt, jednak z czasem podjęto decyzja o jej osadzeniu w świecie Monastyru. Oblegana twierdza znajdować się będzie gdzieś na pograniczu Agarii, a nacierający na nią wrogowie będą mieszanina valdorskich nieludzi. Słowem pierwszy monastyrowy produkt nie będący dodatkiem do RPGa. Z opowieści wynika, że szykuje się naprawdę ciekawa pozycja - więcej o niej można się dowiedzieć na blogu games fanatic gdzie publikowane są designer's diary. Premiera szykuje się na jesieni, a na najbliższym Pionku będzie można spróbować swoich sił w szturmowaniu twierdzy.

3. Fani piszą - Trzewik wspomniał też, że planują zakończyć z "koszernością" Monastyru. Chłopaki z Portalu chcieliby promować twórczość fanów systemu i wydać dodatki napisane właśnie przez nich. Do tej pory autorami dodatków była wąska grupa związana z Portalem, a teraz miałoby być inaczej - system oddany w ręce fanów mógłby nieco rozwinąć skrzydła.

4. Valdor - jedna z rozmów z przedstawicielami sklepu Rebel.pl zwróciła uwagę na zapotrzebowanie na system high fantasy. Odpowiedzią na to mógłby być Valdor - osobny setting świata Monastyru z elfami, krasnoludami, poganami i potężna magia w tle. Całość jest zaledwie pomysłem, więc nie ma co liczyć na rychłe poruszenie w tej kwestii. Ważne jednak, że w trzewikowej głowie kwitną pomysły.

5. Druga edycja - na koniec zostawiłem rodzynek - drugą edycję. Ignacy wyraził zdanie, że gdy skończy się nakład podręcznika głównego zamiast robić zwykły dodruk Portal wyda odświeżonego Monka. System zawierałby wiele zmian - tym razem byłby "bardziej popowy", zawierał mniej śmiertelne zasady walki i leczenia, umożliwiłby grę młodymi postaci i generalnie byłby bardziej grywalny i otwarty na dzisiejsze trendy w RPG. Niektórym zatwardziałym fanom Monastyru takie podejście może się nie podobać, ja jednak uważam że odświeżenie wyjdzie systemowi na dobre. Takie plany są jednak bardzo odległe. Jak powiedział Trzewik "nim skończy się nakład minie jakieś 6 lat, więc po tym czasie możecie się spodziewać drugiej edycji".

Powyższe informacje pochodzą ze spotkania z Wydawnictwem Portal na konwencie Confuzja 2009. W żadnej mierze nie należy je uważać za oficjalnie deklaracje. Do tego zostały uszeregowane od najbardziej możliwego do zrealizowania przecieku (Sojusznicy) do najbardziej odległego (Druga edycja). Mam nadzieję, że dzięki tym skromnym informacją zaostrzę apetyt niejednego fana przygód w Dominium. Najważniejsze, że Monastyr mimo złowrogich wróżby jakie mozna było znaleźć na forach internetowych, nie stał się zapomnianym systemem.