19 października 2008

Groza w Talabheim IV

14:35 Posted by Grzegorz Nowak , No comments
Data: 20 X 2008

System: Warhammer

MG: Ja

Gracze: Samalai (Carindel), Procent (Erik), Straszak (Karl)

Scenariusz: Groza w Talabheim

Za każdym razem gdy siadam do pisania kolejnej relacji z Grozy w Talabheim przepełnia mnie swego rodzaju duma. Duma i radość. A to wszystko dlatego, że za nami już piąta odsłona przygód grupy weteranów wojny w świętym mieście Taala. Kiedy siadaliśmy po raz pierwszy do gry, jak zawsze miałem nadzieję, że uda mi się dociągnąć grę do końca i jak zawsze wiedziałem, że to bardzo nikła nadzieja. Rozpoczynałem grę w Liczmistrza, w Wewnętrznego Wroga i w Potępieńca. Za każdym razem to samo - góra dwie sesje, a potem jakoś drużyna się rozpadała.

Tym razem jest inaczej. Choć pierwszą przygodę w Talabheim zaczęliśmy w maju, a teraz mamy prawie listopad kampania dalej trwa! Z całości graczy zachował się obecny trzon (trójca Samalai, Straszak, Procent) i czasem tylko znienacka pojawiały się nowe osoby, żeby po jednej sesji zniknąć równie niespodziewanie. W tym miejscu muszę podziękować trójcy, która tak wytrwale zmaga się z trudami warhammerowego settingu i złowieszczym humorem Mistrza Gry. Wiele ich spotkało (zaraza, szczury i przemarsz wojsk), ale wciąż się nie poddają! Do tego są chyba najlepiej zgraną drużyną, jaką kiedykolwiek udało mi się stworzyć (o czym zresztą już pisałem). Oczywiście mają różnice zdań, nie raz się spierają i to bardzo poważnie, ale właśnie to sprawia, że ich bohaterowie są tak przekonywujący.

Przydługi wstęp czas zakończyć i przejść do zwyczajowej relacji. Kolejna sesja, z resztą znów ograniczona czasowo, zamknęła się w 3 rozdziale Grozy w Talabheim. Cały rozdział miał charakter nieco tranzytowy - przejście pomiędzy Taalagadem, a właściwą częścią miasta oraz zapoznanie się ze specyfiką Oka Lasu. W poprzedniej części przygód bohaterowie ulokowali się u aptekarza Daublera, który był ostatnią szansą na opracowanie leku na szarą febrę. W zamian za jego gościnę obiecali mu ochronę (dobrze pamiętali co się stało z Widenhoftem). Przez ten czas objawy choroby u Carindela i Erika nasiliły się, ale z pomocą specyfiku aptekarza udało się przetrwać. Kilka dni później po chorobie zostały tylko niemiłe wspomnienia i paskudne plamy na skórze (ehh te rzuty kośćmi).

Po wyzdrowieniu bohaterowie mogli wreszcie wyjść na zewnątrz i poznać nieco miasto. Aptekarz poprosił ich o przyniesienie kilku rzeczy, jakie były mu niezwykle potrzebne. do badań nad chorobą. Na liście "zakupów" było pozwolenie na otrzymanie pewnego chemicznego specyfiku który nie był dostępny bez odpowiedniego urzędowego pozwolenia (sławetne talabheimskie prawo!). Wizyta u krasnoludzkiego fałszerza Snorriego pozwoliła również na wyrobienie pozwoleń na przebywanie wewnątrz miasta - do tej pory bohaterowie musieli przemykać w cieniu i unikać strażników, którzy w razie spotkania mogli wylegitymować błąkających się po mieście dziwaków.

W międzyczasie od miejscowego herolda drużyna dowiedziała się, że księżna wydała kolejny edykt - wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni zostali wcieleni do straży miejskiej. Bohaterowie postanowili nie unikać tego obowiązku i udali się do posterunku werbunkowego. Jakież było ich zdziwienie, kiedy weterani wojny, którzy walczyli już w niejednych okolicznościach i z niejednymi paskudztwami zostali przydzieleni do wywożenia zwłok. Najbardziej niezadowolony z takiego obrotu spraw był Carindel, którego elfia duma co jakiś czas dawała o sobie znać w postaci ciągłych uszczypliwości względem wrednego kapitana Reinholda Baumana. Konflikt między tymi dwoma zaostrzył się i zakończył przydzieleniem drużyny do grupy terrierów, czyli strażników-kanalarzy. Oczywiście przywódcą grupy terrierów był krasnolud Grunnar.

Przygoda zakończyła się w podziemiach, gdy grupa terrierów znalazła uciekającego rannego skavena (którego żywot zakończyła - a jakże! - strzała Carindela), a następnie tajemnicze miejsce rzezi dużej grupy szczuroludzi. To wszystko, rzecz jasna, było jedynie zapowiedzią prawdziwych dni grozy, jakie czekają Talabheim.

Rozegrana przygoda miała raczej luźny charakter, co nie oznacza, że był to zły objaw. Wiele w niej było ciętego humoru i różnych ciekawych sytuacji. Do historii przejdą sprzeczki Carindela z kapitanem straży oraz odnalezione po wielu trudach materiały na broń palną nad którą pracuje Erik. Prócz dozy humoru i wolnej ręki przy podejmowaniu decyzji co robić dalej, drużyna miała okazje natrafić na kolejne tajemnicze plotki i wydarzenia (kanonada z Wieży Czarodziejów, znikające zwłoki, rzeź szczurów, pogłoski o nadchodzącej armii Chaosu, dziwne edykty księżnej).

Gracze już dawno przybrali na siebie kreacje bohaterów i cały czas odgrywanie wypada naprawdę dobrze. Pochwały należą się dla Samalaia, który mimo tego, że często był nieobecny w różnych momentach sesji (wyprawa do Snorriego) to skupiał się na rozgrywce, nie offtopował i nawet potrafił dodać nieco humorystycznych wstawek, o których wyżej wspominałem. Procent i Straszak - nadal wysoki, zadowalający poziom gry, do którego przyzwyczaili mnie w poprzednich częściach kampanii. Nic dodać nic ująć!

Podsumowując - to była dobra przygoda. Podobała mi się, choć idealna nie była i scenariusz wcale nie posunął się specjalnie do przodu. Wydaje się, że całkiem nieźle bawiliśmy się i mam nadzieję, że zachęciłem graczy do odkrywania kolejnych tajemnic Grozy. Czekam na wasze komentarze - co można było zrobić lepiej, jak widzicie minioną przygodę i co sądzicie o swoim MG.

Tymczasem - do zobaczenia w piątej części zmagań!

PS: Jedyna walka jaka miała miejsce w czasie przygody to spotkanie uciekającego skavena. Jedna strzała zakończyła jego żywot i tyle. Potem był problem jak rozdać PDki w kategorii "za walkę" :P

0 komentarzy:

Prześlij komentarz