05 maja 2007

Mrrroczna szynszyla

17:52 Posted by Grzegorz Nowak No comments
Poniższy post pierwotnie ukazał się na pierwszym bałaganie.

W zeszłym tygodniu o tej porze byłem na Constarze 2007 więc najwyższa pora zamieścić relację z tej imprezy. Przez te kilka dni mogłem spokojnie poukładać sobie wszystkie wrażenia z konwentu, tak że teraz bez przeszkód mogę swoje refleksje tutaj zamieścić. Więc do dzieła!



Tegoroczny Constar odbywał się w dniach 27-30 kwietnia, więc wyjątkowo długo bo aż 4 dni. No ale cały długi weekend majowy był w tym roku wyjątkowo długi to dlaczego i krakowski konwent majowy nie miałby być dłuższy, he? Konwencją Constaru był mrok. No nie tyle mrok taki sobie tylko raczej mhrrrok. Taki przerysowany przywodzący na myśl gothic lolitas, WoD i wogóle cierrrpienie. Program został oczywiście dostosowany do konwencji, wiec było masę mrrrocznych prelekcji, i mrrrocznych konkursów. Wogóle mrok i cierpienie (mrok jak wyłączali światło w naszej salce, a cierpienie jak człowiek budził się po noc na podłodze :P )

Z Glutem przybyliśmy na konwent już w piątek tuż przed 18:00. Podobnie jak w zeszłym roku udało nam się załapać na obsługę Games Roomu (choć podczas przygotowań nie obyło się bez pewnej niemiłej okoliczności którą tutaj pominę), wiec mieliśmy darmowe wejściówki, ale za to musieliśmy odpracować swoje na dyżurach. Każdy z nas miał po 12 godzin obowiązkowego siedzenia w GR, ale przecież w sumie to sama przyjemność siedzieć i grać w planszówki. Poza tym i tak większość konwentu przesiedzieliśmy w GR zupełnie zapominając o tym, że są jeszcze inne atrakcje na konwentach.

I w tym miejscu dochodzimy do bardzo poważnej kwestii. Otóż Constar 2007 był dla mnie trochę niezwykłym konwentem. Nie zagrałem w ani jednego RPG, nie byłem na ani jednym LARPie, a z programu byłem raptem na jednej prelekcji i jednym konkursie. Więc tak na dobrą sprawę możnaby powiedzieć, że niewiele skorzystałem z tradycyjnych konwentowych atrakcji. Dlaczego? W sumie to trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć. Może dlatego, że w sumie ten konwent był trochę odludniony... Raz, że było mało ludzi wogóle, a dwa że nie było większości stałych konwentowych znajomych, z którymi się grało i którzy mnie zawsze ciągnęli na LARPy pomimo tego, że już o pierwszej w nocy dosłownie leciałem na ryja. Wydawać by się mogło po tych słowach, że raczej kiepsko wychodzi bilans tego konwentu, ale mimo to Constar 2007 zaliczam do udanych.

Na plus zalicza się przede wszystkim to, że jeszcze nigdy chyba nie spędziłem tyle godzin na graniu w multum różnych planszówek. Przebojem tego konwentu był bez wątpienia BANG! - wesoła gra karciana w klimatach westernowej strzelaliny, z ukrytymi rolami, co sprawia że nie wiesz kto jest bandytą a kto pomocnikiem szeryfa. Dlatego łatwo jest strzelać do kogoś z własnej drużyny :D Gra jest rewelacyjna, nawet lepsza od Saloon, ale niestety żeby poczuć prawdziwą radość z rozgrywki trzeba sporo osób (4-7 o ile mnie pamięć nie myli), wiec raczej jej nie kupię, bo nie miałbym z kim grać. Drugie szaleństwo GR to oczywiście Jungle Speed! Co ciekawe sam Games Room nie miał na wyposażeniu Jungle'a więc Alqua (Wielkie Pozdrowienia) musiał się drugiego dnia pofatygować po własny egzemplarz gry. Co jak co, ale Games Room bez Jungle'a i Jengi nie ma prawa się nazywać Games Roomem. O Jungle Speedzie nie muszę pisać, każdy wie o co chodzi, a jak nie wie to niech się do mnie zgłosi! Powiem tylko, że najwięcej huku robili oczywiście maniacy łapiący totem po całej sali, a najbardziej hardcorowa była partia rozgrywana w 11 osób! Niezapomniane wrażenia.

Ostatnią grę o jakiej chciałem napisać to Spacedealer. Wywarła na mnie takie ogromne wrażenie, że chyba sobie kupię, choć kosztuje bardzo niemało (150zł!). Ale gra jest naprawdę warta swojej ceny bo powala swoją miodnością. Rozgrywka w Spacedealer polega na tym, że kazdy z graczy posiada własną planetę, rozwija ją, buduje na niej kopalnie i inne budynki pozwalające wydobywać surowce, a następnie statkiem przewozi je na planety innych graczy. Za dostarczone surowce dostaje się punkty zwycięstwa, ten kto pod koniec ma najwięcej wygrywa. Niby nic rewelacyjnego, nie? Ale jest jeden szczegół - gra nie ma tur, wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Cała rozgrywka trwa dokładnie 30 minut (odmierzanych na stoperze), a każdy z graczy dostaje po dwie klepsydry, które odmierzają 30 sekund. Bo żeby wykonać jakąkolwiek czynność w grze (zbudować budynek, polecieć statkiem, wydobyć surowiec) trzeba odmierzyć klepsydrą te 30 sekund. No i zabawa jest na całego - trzeba cały czas patrzyć która klepsydra się kończy i szukać kolejnego zadania żeby nie marnować uciekającego czasu. Nie zawsze jest możliwość odpowiedniego wykorzystania klepsydry - czasem trzeba wybudować budynek, który zaraz potem burzymy bo akurat nie pasuje. A przecież inni gracze nie próżnują przez ten czas... Gra wymiata. Dosłownie, jest takie zamieszanie i wyścig z czasem jakiego nie widziałem w żadnej innej grze. Rewelacja!

Oczywiście w GR było znacznie więcej gier niż te które wymieniłem i graliśmy w naprawdę mnóstwo różnych pozycji przez te 4 dni. Tu należą się wielkie pozdrowienia dla grupy graczy z GR którzy mieli własne gry (m. in Saboteura i NS Hex), a których imion bądź ksywek niestety nie spamiętałem. Spędziłem z Wami sporo czasu i wielkie dzięki za wspólną zabawę. Mam nadzieję, że się jescze zobaczymy gdzieś na jakimś konwencie.

Z innych rewelacji - z Glutem wystartowaliśmy w pierwszym turnieju gry planszowej Pola Naftowe i co więcej Glutowi udało się zwyciężyć (swoją drogą do dziś ani razu nie przegrał w tę gre... jak on to robi?). No powiedzmy, że się nieco przyczyniłem do tej wygranej. Chciałem, żeby egzemplarz, który był nagrodą znalazł się u nas w domu, więc nie ważne kto miałby ją wygrać - ja czy on. Dlatego grałem strategiczine i gdy już widziałem, że nie wygram pomagałem Glutowi. Z kolejnych atrakcji spotkanie z Piotrem jak zawsze było udane i obfitowało w masę dowcipu i gadania o wszystkim co fantastyczne i nie tylko. Na naszej fali Warcry'a znów wydałem kasę na boostery w promocji (ale były po 3zł nawet z najnowszego dodatku!). Po prostu pokusa była zbyt wielka a ja jestem człowiekiem słabym na ziemskie pokuszenie ]:->

Tak w wieeelkim skrócie wyglądał tegoroczny Constar. Jak widać dominowały boardgames, ale nie żałuję tego. Szkoda, że nie było moich stałych konwentowych towarzyszy (Samalai!). Nadrobimy to innym razem na jakiś innym konwencie. Co prawda do Imladrisu w październiku jest jeszcze daleko, ale może udałoby się załapać na coś poza Krakowem w wakacje . Hmm... to jest myśl :D

PS: Krótki komentarz do bieżących wydarzeń: do kin wchodzi Spider Man 3 z Venomem (mrrrok), zaraz po nim Piraci z Karaibów 3 (mrrrok), w domu nasycam się kolejnymi odcinkami Losta (mrrrok) i juz mam Twin Peaks sciągniete (mrrok taki że hej), kupiłem sobie kolejny dodatek do WFRP (MRROK!!!) i zbliża się sesja egzaminacyjna (totalny mrrok i cierrrpienie).

0 komentarzy:

Prześlij komentarz