31 października 2009

Happy Halloween!

15:51 Posted by Grzegorz A. Nowak , 1 comment
Z uwagi na to, że Zew Cthulhu okazał się być najlepszym, horrorystycznym systemem RPG na Halloween (według borejkowej ankiety) postanowiłem zamieścić drobną ciekawostkę, którą niedawno podesłał mi Procent (niech będą mu dzięki!).

Poniżej odcinek kreskówki Ghostbusters, w której dzielni pogromcy zmagają się z Wielkim Cthulhu! W odcinku pojawia się Necronomicon, Arkham, Pomioty Cthulhu, Shoggothy i mroczne kulty. Must-see dla każdego fana twórczości H.P. Lovecrafta!

Happy Halloween!




09 października 2009

KB #4: Ulubione realia

22:10 Posted by Grzegorz A. Nowak , 1 comment
Czwarta edycja Karnawału Blogów zmierza do mety, a ja jestem nadal daleko w tyle za peletonem. Czas więc najwyższy na odłożenie na bok wszelkich innych zajęć i skorzystanie z ostatnich dwóch dni przed końcem żeby dołączyć do licznego już grona blogujących. Tym razem piszemy o ulubionych realiach, czy jak nie którzy wolą settingach gier RPG, czyli ogólnie: jakie światy i jakie konwencje fabularne kręcą nas najbardziej.

Podobnie jak ostatnim razem nie jestem w stanie zdecydować się na jednoznaczną odpowiedź na zadany temat. Cechuje mnie raczej skłonność do częstej zmiany konwencji (i co za tym idzie systemów w które gram i chciałbym zagrać) zarówno z pozycji MG jak i zwykłego gracza. Gdy przystępuję do przygotowania sesji, często jestem pod wpływem jakiejś mniej lub bardziej obezwładniającej inspiracji. Bardzo często oglądnięte filmy skłaniają mnie do wymyślenie czegoś nowego. Siedzę przed ekranem, lub w ciepłym fotelu z książką na kolanach i w czasie "biernego odbioru" nagle gdzieś w głowie pojawia się myśl "kurcze zagrałbym w takim klimacie!". Całe szczęście takie inspiracje szybko mijają, a jeśli nawet ostają w głowie na dłużej to tylko niektóre udaje się zrealizować.

Zawsze miałem też problem ze wskazaniem ulubionego systemu RPG. Przeglądając swoje półki i wspominając lektury poszczególnych podręczników zawsze mam wrażenie, że z prawie każdego systemu można wycisnąć coś ciekawego, a zarazem odmiennego od reszty. Oczywiście z braku czasu większość takich pomysłów ląduje w szufladzie "na później" i przeważnie nigdy nie zostaje zrealizowane. Znacznie częściej zmuszony jestem reagować na pomysły i zajawki graczy (jako MG), lub dostosowywać się do proponowanego przez prowadzącego świata (jako gracz). Oczywiście nie znaczy to, że taki układ mi nie odpowiada, nie mniej jednak różne moje zachcianki muszą poczekać na lepsze czasy.

Wydaje mi się jednak, że jestem w stanie wskazać elementy której najczęściej pojawiają się na moich sesjach i które darzę szczególnym sentymentem.

Dylematy moralne

Mroczna przeszłość Bohatera Gracza, mniejsze zło, trudne wybory i sytuacje bez wyjścia. Naprawdę nie wiem czemu mam skłonność do podejmowania niełatwych tematów (ocenę tego jak mi się to udaje pozostawiam moim graczom). Zwyczajnie wydaje mi się, że takie opowieści są bardziej wymagające i wciągające, a także zmuszają do większego zaangażowania. Najłatwiej zastosować takie realia w Warhammerze i Monastyrze, ale także Zew Cthulhu daje sporo przydatnych narzędzi. Pojawianie się dylematów moralnych sprawia, że gra staje się bliższa naszej rzeczywistości - gdzieś na bok odchodzi "fantastyczność" kiedy spotykamy się z odbiciami realnych problemów. Oczywiście żadna nawet najlepsza gra nie jest w stanie choćby przybliżyć prawdziwych rozterek moralnych, ale wciąż jest to niezwykle ciekawy motyw dla graczy lubiących hmm... bardziej "dojrzałe" granie? Gdy sięgam pamięcią do poprowadzonych przez siebie przygód często pojawia się tam wspomniany motyw: tragedia matki, której dziecko ma znamię Chaosu, deviria wśród najbliższych członków rodziny, czy też konfrontacja z łowcami czarownic, którzy chcą wymierzyć sprawiedliwość nieświadomym wyznawcom Niszczycielskich Potęg to tylko kilka z pomysłów jakie wykorzystałem.

Śledztwo

To ostatnio rzadko eksplorowane przeze mnie realia. W tworzeniu przygód opartych na śledztwie przodował mój starszy brat, który zresztą wprowadził mnie w arkana rpgowania. Pamiętam skomplikowane intrygi, zagadki logiczne, zaszyfrowane listy i hasła. Żeby mieć jakąkolwiek szanse odnalezienia kolejnego tropu trzeba było pilnie notować każdą zasłyszaną wieść, każde zeznanie NPCa i każdy zdawałoby się najmniej ważny szczegół. Dopiero po długich poszukiwaniach i łączeniu faktów można było dojść do sedna sprawy. Oczywiście naturalnym systemem do tego typu scenariuszy jest Zew Cthulhu, ale i warhammerowy Stary Świat był świadkiem opisanych powyżej zmagań. Nie wiem czy dziś potrafiłbym skonstruować taką przygodę - to chyba wciąż dla mnie niedościgniony ideał z przeszłości. Mnie zawsze bardziej zależy na zajmującej opowieści i chyba nie wystarcza zapału żeby stworzyć logiczne, skomplikowane i wielowarstwowe śledztwo.

A na koniec szybki przegląd - realia, w których chciałbym zagrać:

- western w kosmosie - szybka akcja, sporo strzelania, pojedynki, brawura o cięta gadka - kiedyś próbowałem zastosować to w Gasnących Słońcach ale z nie do końca pozytywnymi efektami - zainspirowany serialem Firefly,
- noir - lata 20te, mrok miejskich zaułków, świat odmalowany w czerni i bieli, śledztwa, tajemnice, intrygi, korupcja - nigdy nie udało mi zagrać w podobnym klimacie - inspirowane starym kinem noir oraz komiksową serią Sin City (wraz z filmem),
- starożytność - Egipt, Rzym, Grecja z lekkim dodatkiem elementów fantasy, bardzo zbliżone do naszej rzeczywistości ale z naciskiem na odmienność kultury, społeczeństwa i obyczajów starożytnych - pomysł przez cały czas ugniatany w zamysł autorskiego RPG, nadal czeka na realizacje - inspirowane własnymi zainteresowaniami historycznymi oraz serialem Rzym czy filmem/komiksem 300,
- totalny heroic - zupełne zaprzeczenie moich przyzwyczajeń, ratowanie świata, wielcy herosi, potężna magia powstające i upadające krainy - inspirowane serią Dragonlance i pulpowym fantasy oraz chęcią poprowadzenia oryginalnych modułów do DL.

05 października 2009

PKW: Czym jest dla mnie steampunk?

10:26 Posted by Grzegorz A. Nowak No comments
Pędząc niczym błyskawica, potężna lokomotywa zbliżała się do granicy miasta. Żelazny kolos niknął w chmurach pary wyrzucanej spod wielkich kół, biały pas obłoków znaczył ślad trasy cudu wotańskiej myśli technicznej. Grupka niziołczych dzieci z pobliskiej wioski jak zwykle o tej porze dnia zebrała się, żeby oglądnąć mknącą po stalowej drodze maszynę. Ustawione w rządku nieopodal wału kolejowego z przejęciem na buziach wyczekiwały nadjeżdżającej atrakcji. Kiedy pociąg przemknął tuż koło grupki amatorów kolejowych wrażeń nagle coś spadło na ziemię nieopodal dzieci. Ciekawskie maluchy szybko rzuciły się w jego kierunku i po krótkiej szamotaninie udało się wyłonić zwycięzcę, który zdobył zgubiony przedmiot. Najstarszy z chłopców uśmiechnął się z dumą i założył na głowę zdecydowanie za duży cylinder, który osuwając się całkowicie zakrył mu głowę. Reszta dzieciarni pokładała się na trawie ze śmiechu.

*

- Och nie, to trzeci w tym tygodniu – elfi lord trzymał się za głowę w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą znajdowało się dystyngowane nakrycie głowy – Czy aby na pewno dobrym pomysłem było wchodzenie na dach wagonu?
Oczy sunnirskiego orka, próbującego utrzymać równowagę na dachu pędzącego wagonu, zwęziły się w jeszcze mniejsze niż zazwyczaj szparki
- To chyba nie jest nasze największe zmartwienie milordzie – na potwierdzenie tych słów z drugiego końca wagonu rozległ się pistoletowy wystrzał. Kula ze świstem minęła obu stojących.
- Cholera jego mać! – dało się słyszeć zza krawędzi wagonu skąd wychylała się brodata głowa krasnoluda - Niech mnie kule biją! –
Życzenie brodacza, na jego szczęście, nie zostało spełnione i kolejna kula rykoszetowała tuz obok jego głowy.
- Myślisz, że znajdę powrotny kurs przed południem jak już dojedziemy na stacje? To był dosyć drogi cylinder i czułem się z nim związany.
- Milordzie! Czy mógłbyś? – ork wskazał ręką dwie postacie na drugim końcu półokrągłego dachu. Jedna z nich wyraźnie przymierzała się do strzału.
Elf od niechcenia wzruszył ramionami, wyciągnął prawą rękę do przodu, po czym rozległ się huk burzowego grzmotu. Napastnicy porażeni prądem nie zdołali utrzymać równowagi i zsunęli się poza krawędź wagonu.
- Jak zwykle bawicie się bez mnie – skwitował krasnolud, który wreszcie wygramolił się na dach wagonu. Poprawił zmierzwioną brodę i wygładził pomiętą kamizelkę – I gdzie ten cały trop, który ma nas zaprowadzić do szajki złodziei reliktów, panie Fiu Bździu?
- Nazywam się Fu Chu – odparł gniewnie ork – A nasz cel jest tuż przed nami. Widzicie ten otwór w dachu? –
- No to do roboty – krasnolud dziarsko ruszył we wskazanym przez orka kierunku. Po dwóch krokach podmuch wiatru prawie strącił go z wagonu i resztę drogi postanowił pokonać na czworaka.

*

Dosłownie spadli na głowę przyczajonych we wnętrzu strażników. Mag rzucił o ścianę siłą swojej woli dwóch z nich, sunnirski mistrz kilkoma szybkimi ciosami powalił kolejnego, a krasnolud szarpał się ze skórzaną kaburą próbując wyciągnąć broń.
- Nie zdążyli zareagować. Łatwo poszło – zdziwił się elf, po czym ruszył w stronę jednego z nieprzytomnych strażników.
- Już lepiej było im wynająć niziołki, osiągają zawrotne prędkości na krótkich dystansach jeśli rzucić im resztki jedzenia – mówiąc to krasnolud nadal męczył się z bronią – Na siwą brodę mojego dziada co z tym cholerstwem!
- Czekaj, czy to nie ten człowieka był wysłannikiem agentów Jej Królewskiej Mości z którym rozmawialiśmy w Lyonesse? – elf pochylał się nad jednym z powalonych przeciwników.
- Jesteście żałosną bandą głupców – Fu Chu szybkim ruchem ściągnął płachtę, która do tej pory skrywała szeroki sarkofag stojący pośrodku wagonu towarowego. – Już długo musiałem znosić wasze towarzystwo. Najpierw waszym tropem przedzierałem się przez dżungle Lemurii, byłem świadkiem tego jak dajecie uciec zwykłym hienom cmentarnym razem ze starożytnym Palcem Imhotepa. Później ścigałem was aż do Khemre i musiałem pomóc w starciu z przebudzonym sfinksem zyskując sobie wasze zaufanie. Dzięki temu udało mi się dostać na parowiec płynący do Eolii i umożliwić wykradzenie Papirusu z Seremhe. Dodam nieskromnie, że statek nie zatonął przez nieszczęśliwy wypadek. Jedyne czego mi brakowało to ostatni wers zaklęcia wyryty na tym sarkofagu. Nim ten pociąg dotrze do serca stolicy będę miał moc większą niż najpotężniejsi licze w czasie Wielkiej Wojny. Nie możecie nic zrobić gdyż od początku chroni mnie potężna aura starożytnego... – huk wystrzału zagłuszył orka. Zdziwiony Chu popatrzył najpierw na dymiącą lufę rewolweru i szelmowski uśmiech krasnoluda, a potem na dziurę we własnej piersi. Po krótkiej chwili upadł na ziemie.

*

Wszyscy nachyli się nad stołem wpatrzeni w wynik na kostce.
- O ile się nie mylę to oznaczy krytyczny sukces. Chyba nawet bardzo krytyczny – stwierdził Marek przenosząc wzrok z kostki na swoją kartę bohatera. Reszta grających patrzyła wyczekująco na zdziwionego Mistrza Gry.
- No cóż – zaczął powoli prowadzący – wygląda na to, że zaklęcie pana Fu Chu chroniło jedynie przed starożytnymi pociskami.

02 października 2009

Wolsung jaki jest kazdy widzi...

15:26 Posted by Grzegorz A. Nowak , No comments
... a raczej może zobaczyć na poniższych zdjęciach. Dwa dni temu rozeszła się wieść, że Wolsung został wysłany, a dziś już leżał u progu mojego domu.

Dla wszystkich tych którzy jeszcze czekają (żeby zaostrzyć smak) i tych którzy jeszcze się nie zdecydowali - krótka prezentacja podręcznika podstawowego do Wolsunga w twardej oprawie. W mojej ocenie prezentuje się wyśmienicie i wprost nie mogę uwierzyć, że możliwość kupna hardcovera została ograniczona tylko do przedsprzedaży. Może gdy Wolsung będzie się rozchodził jak ciepłe bułeczki wydawnictwo zmieni zdanie?

Na początek spojrzenie ogólne...

... a następnie ogląd pod nieco innym kątem.


Porównanie z Neuroshimą w wersji Kuloodpornej...


...oraz z drugą równie wyczekiwaną grą tego roku.

Na koniec zaględniemy do wnętrza - poniżej poszczególne rozdziały podręcznika






Na razie podręcznik ląduje na półce i będzie czekał na swoją kolej do przeczytania. A potem kto wie, możę przyjdzie czas, żeby poprowadzić?