20 maja 2009

LARP: Damaszek by night


Data: 9 maja 2009

Miejsce: Herbaciarnia Czajownia

Już sporo czasu minęło od ostatniego wpisu i ostatniego LARPa, najwyższy więc czas wziąć się za nadrabianie zaległości. Tym razem na tapetę bierzemy LARP Samalaia i Yoru Damaszek by Night.

Początkowo miała to być relacja bardzo pozytywna i hurraoptymistyczna i to z prostej przyczyny - mnie jako graczowi LARP bardzo się podobał, gdyż najzwyczajniej w świecie dostałem ciekawą postać i dobrze mi się nią grało. Jednak po kilku dniach dotarły do mnie opinie innych grających, które nie zawsze podzielały moje ciepłe przyjęcie scenariusza. Właściwie to dzięki dodatkowym opiniom pozostałych graczy udało mi się zrewidować swoje poglądy i poszerzyć nieco perspektywę niniejszej relacji. Nim jednak będziemy chwalić i ganić autorów pokrótce przedstawmy fabułę.

Całość akcji ma miejsce we współczesnym Damaszku w Syrii, jest to więc zupełna nowość jeśli chodzi o umiejscowienie akcji LARPa. Damaszek to wielka metropolia, w której nowoczesna zabudowa sąsiaduje z starożytnymi ruinami i muzułmańskimi meczetami. Obok ścierających się wpływów kulturalnych i religijnych, jak zawsze w Świecie Mroku, o swoje interesy dbają też potomkowie Kaina. LARP jest typowym przykładem negocjacyjno-politycznej zabawy, więc jak zawsze mieliśmy różne stronnictwa, zarzewia konfliktów i nietrwałe przymierza. Miejscem akcji było Elizjum w chrześcijańskiej dzielnicy Damaszku, która to odzwierciedlała podział na pozostających w mniejszości wampirów pochodzenia europejskiego (niektórzy przybyli tu jeszcze za czasów wypraw krzyżowych), oraz wampirów arabskich w większości pochodzących z klanu Assamitów.

Klika słów należy się też mojej postaci, której poczynania zapoczątkowały niektóre z konfliktów. Chandon, bo takie było imię mojego wampirzego alter ego, był francuskim rycerzem, który w XII wieku brał udział w W wyprawie krzyżowej. W czasie oblężenia Damaszku Chandon został przeistoczony i już jak Spokrewniony kontynuował z fanatycznym oddaniem wycinanie niewiernych. Pomimo tego, że był najmężniejszym z rycerzy i bił wszelkie rekordy w pomniejszaniu muzułmańskiej populacji w czasie walki w podziemiach został pogrzebany pod gruzami na prawie dziewięć stuleci. Do "nieżycia" powrócił w XXI wieku dzięki grupce pechowych archeologów (którzy, dodajmy posłużyli za pierwszy kąsek). Po przebudzeniu kontynuował swoją krucjatę wysyłając na spotkanie z Prawdziwa Śmiercią kilkoro Assamitów. Dopiero po sześciu dniach natrafił na Elizjum i swych dawnych towarzyszy z czasów Krucjaty.

Granie przebudzonym wampirem z głębokiego średniowiecza było ciekawym doświadczeniem. Używanie archaicznego języka i próba ogarnięcia świata przemienionego przez tyle stuleci były sporym wyzwaniem ale i też źródłem satysfakcji. Z powodu przypadłości mojego bohatera wielokrotnie dochodziło do komicznych sytuacji i nieporumienień, kiedy Chandon starał się rozróżnić kupców od rycerzy i dziwił się, kto wypuszcza kobiety do takiego miejsca bez opieki mężów lub chociaż służących.

Sam przebieg akcji był na tyle skomplikowany, że ciężko jest go szczegółowo przytoczyć. Wśród najważniejszych wątków i konfliktów była sprawa daniny krwi z lenna jakim była chrześcijańska dzielnica, zamordowanie młodych Assasmitów przez Chandona, dawna zdrada chrześcijańskich wampirów i związana z nią zemsta, próba obalenia księżnej i jeszcze kilka innych pomniejszych spraw. Poszczególne wątki rozwiązały się bardzo różnie, było sporo trupów (w wyniku wspomnianej wcześniej zemsty) i dobre relacje na linii chrześcijanie-Assamici zostały mocno zachwiane. Co dziwne mój Chandon nie brał udziału w żadnej walce (choć miał ku temu odpowiednie predyspozycje w postaci wypasionego miecza), a większość czasu gry spędziłem na spotkaniach ze starymi przyjaciółmi i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości XXI wieku. Warto wspomnieć jeszcze o pewnym stronniku Assamitów, który okazał się być Ananasi - Chandon upatrzył sobie w nim śmiertelnego wroga, kiedy ten nastawała na jego cześć, honor i dobre imię. Do tego niektóre wątki mają być kontynuowane w kolejnym LARPie z cyklu, roboczo zwanym Mekka by Night.

Mieliśmy już wampiry na Dzikim Zachodzie, wampiry w średniowiecznej Polsce, wampiry we współczesnym Krakowie a teraz przyszedł czas na wampiry na Bliskim Wschodzie (moja propozycja na kolejny raz - LARP: Wampiry tańczą na lodzie). Mimo mnogości tych różnych konwencji przeniesienie się do współczesnego świata arabskiego było dobrym pomysłem. Mistrzowie Gry zadbali o stworzenie odpowiedniego klimatu. Na miejsce rozegrania LARPa wybrano herbaciarnię "Czajownię", która zapewniała nam orientalny wystrój otoczenia. Dodatkową atrakcją, którą z pewnością doceniła licznie zgromadzona męska część graczy był występ tancerki prezentującej oryginalny taniec brzucha (brawa dla Kai). Sami gracze świetnie przygotowali się do gry dopierając odpowiednie "arabskie" stroje. Słowem oprawa wizualna stała na wysokim poziomie i warto za nią pochwalić.

Nie wszystko było jednak aż tak kolorowe. Po pierwsze jeden z atutów LARPa, czyli miejsce było zarazem sporą jego wadą. Choć sala była odpowiednio wystrojona a muzyka tworzyła odpowiedni klimat, to jedyne dostępne pomieszczenie było stanowczo za małe, żeby pomieścić ponad dwudziestkę grających. Zaowocowało to tym, że cześć grających bardzo często wychodziła na zewnątrz tam szukając swobody dla swoich rozmów i intryg. Jak wcześniej powiedziałem, z założenia był to LARP negocjacyjny, a tego typu scenariusza powinny być raczej przewidziane dla mniejszej ilości graczy, w przeciwnym razie łatwo pogubić się w mnogości wątków i bardzo często nie ma czasu żeby choć przez chwilę zamienić słowo z każdym z uczestników. Dla przykładu, ja również mógłbym wymienić kilka osób, z którymi przez całego LARPa nie udało mi się zamienić ani słowa. Kwestia "przeludnienia" wpłynęła tez na jakość niektórych ról - kilkoro postaci miało mały wpływ na główne, najbardziej istotne wątki, więc gracze, którzy otrzymali takie role mogli poczuć się mniej ważnymi, albo jedynie tłem dla reszty grających. Dla mnie osobiście wadą był też brak wyraźnych celów postaci - wiem, że wśród grających na LARPach są zwolennicy i przeciwnicy umieszczenia "questów" na kartach postaci, jednak jasne motywacje ułatwiają odnalezienie się w grze, szczególnie osobom słabo zaznajomionymi z realiami.

LARP z pewnością podobał się wszysktim fanom systemu Wampir: Maskarada i tym którzy dostali role ściśle związane z głównymi wątkami. Ja nie należę do tej pierwszej grupy, więc nie moglem podzielić zachwytu nad intrygami czy "wampirzymi klimatami". Damaszek by night to LARP bardzo nierówny z jednej strony świetna oprawa wizualna, nastrój, muzyka i stroje. Z drugiej strony można mieć zarzutu co do scenariusza i niektorych spraw technicznych. To chyba kolejny z LARPów do ktorych przyzwyczaił nas Samalai - sporo fajerwerków, ale treść nieco kuleje. Gdyby LARP był skrojony na powiedzmy piętnaście osób i role byłyby równo potraktowane, wyszedłby z tego naprawde bardzo dobry, a tak w mojej ocenie jest jedynie dobry i pozostaje pewien niedosyt.

Pytanie tylko czy wartość LARPa mieżyć miarą recenzentów, czy może ilością zadowolnych grających?

2 komentarze:

  1. „pewnym stronniku Assamitów, który okazał się być Anansi” - Ananasi (bo tak się to pisze) był stronnikiem Hadżdżów, czyli Nosfaratów :-)

    „LARP: Wampiry tańczą na lodzie”, gan, da się załatwić :D wystąpisz jako główna gwiazda...

    „dyby LARP był skrojony na powiedzmy piętnaście osób i role byłyby równo potraktowane, wyszedłby z tego naprawde bardzo dobry, a tak w mojej ocenie jest jedynie dobry i pozostaje pewien niedosyt.” - w swojej recce napisałem, iż początkowo ról mieliśmy 14ście :P

    Uwagi zostały wzięte pod uwagę i zostaną wyeliminowane w Mekce (mam przynajmniej taką nadzieję).

    Szkoda że nic nie napisałeś o mechanice, ale chyba nie miałeś okazji jej w ogóle na larpie zastosować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Błąd z pająkami poprawiony.

    Mechaniki rzeczywiście nie było mi dane posmakować, ale wydaje mi się że na tym jak i na poprzednim sprawowała się całkiem nieźle. Żadnych narzekań nie słyszałem.

    OdpowiedzUsuń