09 maja 2008

LARP: Kryzys Cesarstwa Ataronu - relacja

15:32 Posted by Grzegorz Nowak , No comments
Data: 1/2 maja 2008

Miejsce: konwent Constar 2008

Pierwszy z LARPów konwentowych na który udaliśmy się w licznym KGLowiskim gronie. Do uczestnictwa zachęciła nas tematyka LARPa - miał to być wedle zapowiedzi LARP polityczny. No a w knuciu członkowie Larpowni są nieźli więc warto było sie spróbować. W tym samym czasie do wyboru był jeszcze LARP o tematyce superbohaterskiej, ale zgodnie stwierdziliśmy że bardziej nam odpowiadają klimaty fantasy i zdradziecka polityka!



Jeszcze przed rozpoczęciem LARPa okazało się że jest 12 ról do rozdania, więc Szczeniak z Sylvil znaleźli MG i zmusili go do wywieszenia listy (a potem wpisali nas, więc jakaś połowa uczestników była z KGLu). Równo o 23:00 stawiliśmy się w sali gdzie miał się odbyć LARP, jednak MG jeszcze nie było. Wyczekaliśmy swoje, aż się pojawił i szybko przeszedł do rzeczy, tzn. rozdał role. Jednak tuż po tym jak wszyscy otrzymali swoje zadania gdzieś zniknął znów zostawiając nas na jakieś pół godziny. W tym czasie zdążyliśmy się już wszyscy zapoznać więc w trakcie LARPa nie musieliśmy tracić czasu na prezentacje i rozpoznawanie się.

Tu mała dygresja-pochwała. Do każdej roli dołączona była mapa Cesarstwa (żeby łatwiej połapać sie w sytuacji politycznej), oraz zestaw wojsk (małych żetonów z symbolami księstw i rodzajem wojska). Mapa to fajny i przemyślany zabieg, który pomógl nam wielce w czasie rozgrywki, natomiast o wojskach jeszcze opowiem.

Gdy MG powrócił wreszcie zaczął nam tłumaczyć zasady rozgrywki. Prócz samego roleplayowania gra miała też wymiar strategiczny. Na dużej mapie umieszczane były żetony wojsk i po półgodzinie negocjacji rozstrzygano każdorazowo ewentualne konflikty zbrojne jakie zostały wywołane w trakcie rozmów. MG jednak długo i dosyć monotonnie rozwodził się nad regułami (ruszanie wojsk, walka oddziałów, szpiedzy, zabójcy itd) co u niektórych wywołało senność. Meg nawet autentycznie usnęła, co wywołało salwę śmiechu na sali! Z uwagi na te wszystkie przedłużenia zaczęliśmy grać dopiero ok. 01:00.

Kilka słów o mojej roli i celach. Grałem margrabią Marakiem Mazorem, półorkiem, władcą Marchii Bizenotów. W tym świecie nikt nie lubiał orków, którzy mieszkali za zachodnią stroną granicy Cesarstwa i którzy, jak to zwykły czynić ludy barbarzyńskie, regularnie najeżdżały posiadłości cywilizowanego świata. Ta niechęć do zielonoskórych przekładała się na niechęć do ich pobratymców (czyli do mnie). Jednak Marchia od 70 lat pozostawała w granicach Cesarstwa, stąd byłem teoretycznie pełnoprawnym poddanym Cesarza. Półorkom jednak nie podobała się sytuacja podległości względem kogokolwiek, więc moim głównym celem było odzyskać niepodległość.

Na początku skumałem się z "państwami barbarzyńskimi" (że niby mamy podobne cele czy coś). Państwo Roszotów (z Lupusem na czele) od początku ostrożnie zapewniało o swoim poparciu. Naszym celom sprzyjała również władczyni Patand (Sylvil), oraz Wielki Mistrz Zakonu (Szczeniak). Najśmieszniejsze było to, że po jakiejś godzinie gry nie udało mi się porozmawiać z moimi sąsiadami - władcą Ziem Cytadeli (Samalai) i księżną Starego Księstwa (Meg) dopiero później się to udało. Książę Nowego Księstwa (Raven) wyraził poparcie dla naszego stronnictwa i to właśnie od niego dowiedzieliśmy się, że Cytadela i Stare Księstwo planują atak na moje państwo (później zresztą Samalai, w rozmowie pytał się czy wojska stoją na granicy, rzekomo martwiąc się o bezpieczeństwo Cesarstwa). Na takich negocjacjach minęło pierwsze spotkanie po czym przeszliśmy do etapu walki na mapie.

W wyniku ruchu wojsk Starego Księstwa, Nowego Księstwa i Cytadeli doszło do zajęcia wschodniej prowincji mojego państwa. Ja swoje wojska zostawiłem pod zachodnią granicą licząc na szybkie uderzenie moich sprzymierzeńców. Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że książę Patryk (Nowe Księstwo), ruszył się wojskami tylko pozornie i miał zdradzić swoich niby-sojuszników na naszą korzyść. Tymczasem Zakon uderzył na Cytadelę, wojska Państwa Roszotów wkroczyły do Kiffen (jednak nie podejmowały walki), natomiast wojska Kiffen wkroczyły do Nowego Księstwa gdzie zwycięsko walczyły z miejscowymi.

Po walce rozpoczęła się kolejna faza negocjacji. Z uwagi na falę ogłoszonych małżeństw (Patand i Roszoci, oraz Cesarz i księżna Kiffen), postanowiłem i ja z tego skorzystać. Zaproponowałem małżeństwo księżnej Starego Księstwa (stąd w przyszłości ćwierćorcze dzieci :P). w zamian za wycofanie wojsk, unię personalną i wspólna obrone granic przed dzikimi orkami Meg zgodziła się jeszcze w tajemnicy przed swoim niedawnym sojusznikiem Samalaiem. Co prawda nie chciała być zdrajcą, ale ten orczy urok nie pozwolił jej odmówić (po raz któryś posługuję się kobietą do osiągnięcia celów w LARPie). Słowem szykował się kolejny mariaż, a władca Cytadeli pozostał samotny. Samalai starał się zwrócić do Cesarza, natomiast nasze stronnictwo szykowało sposób na uniezależnienie sie od niego.

Punktem kulminacyjnym negocjacji były obrady Senatu, w którym niestety większość miało przeciwne stronnictwo. Przez cały czas czekałem na odpowiedni moment aby zadeklarować secesję od Cesarstwa i gdy trzecia z kolei ustawa przeszła nie po naszej myśli publicznie ogłosiłem, że to jawna niesprawiedliwość i ogłaszam odłączenie sie od Cesarstwa. W ślad za mną poszły kolejne państwa więc lawinowo Cesarstwo Ataronu rozpadło się.

Dalsze negocjacje doprowadziły do zabójstwa cesarzowej (dawnej księżnej Kiffen) i nieudanego zamachu na Cesarza. W wyniku kolejnej rundy walk połączone wojska Patand i Roszotów uderzyły na cesarską wyspę, Samalai skapitulował podpisując całkiem korzystny dla niego rozejm, a orkowie ruszyli hordą na wschód, jednak ich fala została odparta przez sprzymierzone wojska Starego Księstwa i Marchii Bizenotów. Cesarz pokonany uciekł na kontynent, lecz tam widząc upadek swojego państwa popełnił samobójstwo. Tak skończyły się burzliwe dzieje Cesarstwa.

LARP wypadł świetnie! Wielkie brawa dla prowadzącego Simana. Co prawda od przyjścia na LARP do powrotu do sali minęło 7 godzin (!) i wszyscy byli wycieńczeni - było warto. Jeśli chodzi o jakieś wady to moim zdaniem zasady prowadzenia walk były trochę toporne. Zrobiła się z tego gra strategiczna, a uważam, że ten element powinien być maksymalnie uproszczony. Przecież w całym LARPie były tylko dwie albo trzy bitwy, a dwie fazy ruchów wojsk trwały przynajmniej po pół godziny każda. Nie mniej jednak ta drobna niedogodność nie ujmuje nic mojej ostatecznej ocenie. Brawa dla MG!

PS: Uczestnictwo w tym LARPie podsunęło nam z Samalaiem kilka ciekawych pomysłów do projektu nad którym pracujemy. Nie oznacza to, że podkradamy Simanowi pomysły - po prostu okazało się, że mamy podobną wizję jak można rozgrywac LARPy polityczne. Ale o tym nie powiem narazie ani słowa.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz