27 marca 2008

Noc w muzeum - relacja

13:17 Posted by Grzegorz Nowak , , 1 comment
Data: 16 marca 2008
Miejsce: klub Stara Piekarnia


KGL nie zmniejsza tempa i dba o to aby fani larpowania nie nudzili się. Tym razem tematyką był dobrze znany, lovecraftowski świat Mitów Cthulhu. No i znów jakoś dziwnym trafem wplątałem się w organizacje tego jakże mhrocznego i bluźnierczo szalonego przedsięwzięcia. Najwyższy czas opisać to wydarzenie (bo przecież gwiazdy były w porządku... prawie!), szczególnie że jak się okazało niektórzy czekaj na ten wpis. No to do dzieła.


Na początek krótko o fabule. Cała sytuacja miała miejsce w prywatnym muzem profesora Corbbita, gdzie miała się odbyć sprzedaż niektórych eksponatów. Ten desperacki i krok miał uratować finanse i pozwolić na dalszą działalność muzeum. Na wieczorne spotkanie zaproszono wiele ciekawych osobistości, nie tylko z Bostonu (lista na forum Larpowni). Po krótkiej prelekcji asystenta Thomasa (w tej roli BNa moja skromna osoba) odnośnie wystawionych na sprzedaż przedmiotów atmosfera rozluźniła się a spotkanie przerodziło się w kulturalny bankiet. W tym czasie gracze starali się wypełnić swoje zadania i oczywiście knuć na swoją korzyść (co jak się okazało nie było dobrym rozwiązaniem na naszym LARPie). Wszyscy jednak wiedzieli, że LARP jest w klimatach Cthulhu i coś musi się zdarzyć. No i nie zawiedli się.

Może więcej o fabule nie będę zdradzał - przecież LARP świetnie nadaje się do poprowadzienia na konwencie. Rzecz jasna nie obejdzie się bez paru spoilerów, ale
kilka słów i wrażeń na temat ostatniego LARPa napasałem na forum Larpowni wiec tu postaram się nie powtarzać i napisać o tym jak doszło do powstania Nocy w muzeum. W KGLu jestem znany od jakiegoś czasu jako Ten-Który-Pomaga, tudzież Szara Eminencja, a to z tego powodu, że już w kilku LARPach byłem drugim MG. Zapewne z tego powodu zwrócił się do mnie Procent, który miał pomysł na grę w klimacie Zew Cthulhu. Jako wierny fan mackowatości i zwolennik różnorodności w repertuarze Larpowni chętnie przystałem na propozycję współpracy, ale nie sądziłem że tak bardzo się w to zaangażuję.
Z tego co pamiętam wszystko zaczęło się od rozmowy z Procentem w tramwaju linii 22 w czasie drogi powrotnej z spotkania Zarządu KGL. Wtedy to chyba po raz pierwszy pojawiła się koncepcja aukcji, tajemniczych przedmiotów z wykopalisk i ogólnego klimatu muzealno-akademickiego. Podczas tej pierwszej rozmowy wpadliśmy na pomysł zaserwowania graczom dosyć wrednej sytuacji - gdzie Wielkie Zło (wtedy jeszcze zwane demonem) miało zabijać kolejnych gości w muzeum. To był jeden z pierwszych motywów które przetrwały do finalnej wersji scenariusza.

Potem jakoś sprawa tworzenia LARPa przycichła - w gruncie rzeczy z mojej winy. Sesja egzaminacyjna, praktyki w liceum i inne dziwne przypadłości sprawiały, że spotkania w sprawie przedyskutowania najważniejszych kwestii odkładaliśmy z Procentem "na później". Spotkaliśmy rzecz jasna, ale scenariusz narazie miał główne wątki i jedynie kilka szkiców postaci. Te pierwsze szlify były w całości autorstwa Procenta - ja poprosiłem jedynie o kopię na maila żebym mógł to spokojnie przeanalizować.

I tu akapit dygresji. Na dotychczasowych LARPach moja rola jako Szarej Eminencji była rzeczywiście niewielka. Ci z którymi organizowałem grę (czyli Samalai a potem "+1") przychodzili do mnie z już gotowymi scenariuszami, więc moja rola ograniczała się do komentowania, doradzania i dopisywania brakujących ról, oraz oczywiście pomaganiu w samej realizacji scenariusza już w trakcie gry.

Z ZC było trochę inaczej. Tym razem byłem autorem jakiejś połowy właściwego scenariusza i współpraca zupełnie mnie pochłonęła. Kolejne, co raz częstsze spotkania z Procentem były swoistymi burzami mózgów, w czasie których zupełnie znikąd (z otchłani szaleństwa?) pojawiały nam się pomysły na postacie, rekwizyty, drobne wątki. Praca przybrała szybszego tempa na jakieś 1,5 tygodnia przed planowanym poprowadzeniem LARPa - pisanie ról, przygotowywanie rekwizytów i opracowywanie wszystkich wątków, czyli ostatnia faza projektów i przygotowań. I w tym miejscu muszę podziękować Procentowi - wyśmienicie mi się współpracowało. Może to tylko moje wrażenie, ale działaliśmy na siebie motywująco, a przy tym zdarzało się że Procent zachowywał trzeźwą ocenę moich nieraz dziwacznych pomysłów (skorpiony?!).

To z czego jestem dumny po przeprowadzeniu LARPa to są rekwizyty. Mogę śmiało chyba powiedzieć, że to pierwszy LARP na którym nie było żadnych rekwizytów w stylu karteczka z napisem "to jest miecz +1". Magiczne symbole, papirusy (podziękowania dla Kota!) i kamień w którym zaklęty był Czarny Faraon (to ten co na początku był po prostu demonem) z
ręcznie robionymi inskrypcjami - wszsytkie rekwizyty były prawdziwe. No dobra przyznaję się - w tych kamieniach wcale nie było Czarnego Faraona :P Wydaje mi się, że to wszytko plus przebrania zrobiły swoisty klimat lat 30tych i lovecraftowskiej prozy. Ale to już moje zdanie, bo wiem, że nie wszyscy tak uważają.

Podsumowując - mnie się LARP bardo podobał zarówno jego przygotowanie jak i prowadzenie, no ale nic dziwnego skoro to po części moje dziecko (a jak można nie kochać własnego dziecka?). Procent oddał mi w sumie pałeczkę prowadzenia w Starej Piekarni, ale nie myślcie że nie miał w tym żadnych zasług - przez cały czas czuwał nad rozgrywką jako "duszek". Brawa za cała inicjatywę, która doprowadziła do tego wydarzenia należą się przede wszystkim Procentowi. Więc brawo i do zobaczenia w następnym wspólnym projekcie :D Mam nadzieje że uczestnikom gry również podobał się nasz pomysł i wykonanie, choć nie spotkał sie z specjalnym odzewem na forum Larpowni. Szczerze powiedziawszy liczyliśmy na krytykę czy jakąś inną formę oceny od uczestników, no ale cóż, zadowolimy się tymi nielicznymi głosami, za które dziękujemy!

1 komentarz:

  1. Larpa osobiście też uważam za udanego, myślę, że jako mistrzowie spisaliśmy się dobrze (choć tu brakuje mi skali porównawczej). Liczę oczywiście na dalszą współpracę, zwłaszcza że w głowie rodzi mi się coraz więcej nowych koncepcji na larpy :D (chociaż fakt, faktem przydało by Ci się wreszcie więcej podziałać jako gracz bo póki co częściej pojawiałeś się jako MG ;))

    OdpowiedzUsuń