Data: 16 V 2009System: Wilkołak: Apokalipsa
MG: Mavr
Gracze: Ja, Szczniak, Badguy, Pluszak, Shinn
Scenariusz: bezimienny
Każdą sobotę mam w zwyczaju spędzać w nowohuckim klubie miłośników fantastyki "Avatar" (o którym to klubie muszę wreszcie napisać w osobnej notce), jednak tym razem przygotowania związane z majowymi komunistami uniemożliwiło cotygodniowe spotkanie. Dlatego też z entuzjazmem przyjąłem alternatywna propozycję - sesję w starego WoDa w drużynie składającej się w większości z wilkołaków (w większości, bo mieliśmy też jednego coraxa - krukołaka).
Mavr prowadzący przygodę zapowiedział, że motywem przewodnim będzie "polowanie" i polecił wcześniejsze stworzenie postaci z pewną ilością dodatkowych punktów wolnych (i to na drugiej randze). Zdecydowałem się na teurga Gnatożuji, który rozmawiał z duchami śmietnisk i technologii oraz którego celem było odnalezienie "Ojca" ducha będącego uosobieniem całego miasta. Dodatkowo MG zaproponował mi przed sesją, że mogę być skrytym Tancerzem Czarnej Spirali - zgodziłem się na to mając na uwadze, że pasuje to do koncepcji mojej postaci: garou zadający się ze spaczonymi duchami sam zostaje skażony wpływem Żmija. Mavr jednak zadawał to samo pytanie o Tancerzu wszystkim grającym (a miałem nadzieję, że jak ja się zgodzę to nie będzie musiał szukać wśród pozostałych) więc mogli podejrzewać, że w wataże są zdrajcy.
Przygoda rozpoczęła się w pojedynczej sali więziennej, gdzie zgromadzeni byli wszyscy bohaterowie: mój teurg, Corax (Pluszak), ahroun Srebrnych Kłów (Szczeniak), filodoks Srebrnych Kłów (Badguy) oraz zagubione szczenię (Shinn). Sytuacja przedstawiała sie następująco - Jack Orlando, tajemniczy ekscentryk sobie tylko znanym sposobem polował i chwytał różne nadnaturalne istoty, a następnie urządzał widowiskowe krwawe walki na arenie w ukrytym kompleksie gdzieś w odludnym rejonie Stanów Zjednoczonych. Mimo przebiegłości i sprawności w chwytani nadnaturali zadziwiająco szybko udało nam się wydostać z tego kompleksu. Oczywiście nie odbyło się bez drobnych starć ze strażnikami oraz kłótni o przywództwo pomiędzy ambitnymi Srebrnymi Kłami. Nie potrzebowaliśmy wiele czasu aby zorientować się, że całość jest ułożona - zbyt łatwo poszła nam ucieczka, a pościg był niespieszny. Dlatego postanowiliśmy uciec do Umbry. Choć bariera w tym miejscu była bardzo gruba w drużynie mieliśmy Coraxa, który przy pomocy swoich darów przebił się do krainy duchów.
Dalej okazało się, że pościg nie został przerwany i do Umbry przeniknęły manifestacje bojowych helikopterów (!). Ucieczka zaprowadziła nas poprzez księżycowy most, który jak się okazało miał więcej niż dwa końce, do centrum Chicago. Stąd było już łatwo trafić do caernu Gnatożuji. Mogliśmy przez chwilę odpocząć, ale nie długo delektowaliśmy się miłym smrodkiem Szczepu - postanowiliśmy nie czekać na uderzenie przeciwnika, lecz uprzedzić go atakiem z naszej strony. W wyniku kolejnych perypetii naszej drużyny, udało nam się dowiedzieć gdzie znajduje się siedziba Jacka (a ściślej okazało się, że tak naprawdę moja postać wiedziała od początku gdzie znajduje się wieżowiec z penthousem ekscentryka). Końcowa scena (zresztą przyśpieszona niczym na Fast Forward, bo część grających musiała się zbierać) to spotkanie twarzą w twarz z naszym adwersarzem i... szybkie wybebeszenie jego cielesnej powłoki. I na tym koniec.
Przygoda nie wygląda z powyższego opisu na specjalnie zajmującą i w gruncie rzeczy taka nie była. To klasyczny przykład fabuły rozwalonej przez graczy - Mavr przyznał się po sesji, że zupełnie inaczej sobie zaplanował przebieg przygody i to, że Pluszakowi grającemu Coraxem udało się przejść do Umbry pociągając za sobą nas wszystkich zupełnie zniszczyło mu koncepcję. Do tego Mavr jako MG nie znał zbyt dobrze świata Wilkołaka (na codzień bardziej siedzi w Magu i Wampirze) w przeciwieństwie do nas znających uniwersum tej gry aż za dobrze. Przez to wyszła przygoda zupełnie paranoidalna, w której co rusz działy się dziwne rzeczy - wspomniane helikoptery, dziwaczny księżycowy most, źle działające "Wyczucie Żmija", niewidoczne kamery w caernie Gnatożuju i jeszcze kilka innych.
Mimo tego już dawno nie uśmiałem się tak jak na tej sesji - przez rozjeżdżającą się fabułe podchwyciliśmy luźną atmosferę, która udzieliła się nawet Mistrzowi. Do historii kwiatków z sesji przejdzie chyba komentarz gdy bohater Shinna próbował przejść pierwszą świadomą przemianę - jedną z osób które tłumaczyły jak to zrobić był... Corax stąd przyszedł mi na myśl pewien dowcip który sparafrazowałem ("Może powiemy mu wreszcie, że jest adoptowany?"). Towarzystwo równo pokładało się ze śmiechu. W tym mniej więcej tonie odbywało się większość sytuacji w przygodzie.
Trudne też oceniać jakoś specjalnie grających - każdy próbował początkowo odgrywać swoje postacie zgodnie z założeniami ("Czy wszyscy Gnatożuje mają taką chrypkę?") ale z wyżej wymienionych powodów wychodziło różnie. Nie obyło się bez krótkiej sprzeczki miedzy postaciami Szczeniaka i Badguya, która wydawała się niemal przenosić z gry do rzeczywistości, jednak tak to jest gdy spotyka się dwóch graczy którzy potrafią do bólu eksploatować podręcznikowe zasady. Prawdziwe starcie powergamerów!
Mnie samemu choć grało się dobrze (o ile dobrą grą można nazwać luźne podejście do sesji i fabuły) , choć nie miałem możliwości wykorzystania swojego mrocznego sekretu. Jak się po grze okazało - Pluszak był prawie pewien, że to ja miałem być tym wilkiem ukrytym pośród owiec (co przy tej grze brzmi jeszcze bardziej dobitnie). Koncepcja postaci podoba mi się tak czy inaczej więc nie wiem czy nie wykorzystam jej gdzieś przy innej okazji choć tym razem już bez przyszywki Tancerza Czarnej Spirali.
Generalnie przygoda poszła nie pomyśli prowadzącego i nieznajomość systemu nieco się zemściła. Zamiast tego wyszła dość zabawna papka lekko tylko przypominająca Wilkołaka, ale wciąż potrafiąca bawić i dostarczać rozrywki. Z jednej strony szkoda było niewykorzystanych ciekawych pomysłów (np. Jack Orlando miał być naprawę manifestacją jakiegoś potężnego ducha który chce zmienić cała rzeczywistość), z drugiej jednak to będzie jedna z przygód którą będziemy wspominać przez wpadki, śmieszne docinki i komentarze. Czasami przydaje się taka odmiana od "poważnych" przygód w jakie zwykłem grać.